niedziela, 10 lipca 2022

Nowe Horyzonty 2022: Filmy, które warto zobaczyć

 


Za półtora tygodnia rusza kolejna edycja festiwalu Nowe Horyzonty. Od wtorku jest dostępny cały program. Przestudiowałem, całość „ometkowałem”, wczoraj skończyłem układanie własnego grafiku seansów. Przy okazji wynotowałem sobie filmy, które już widziałem i mogę polecić. Mam nadzieję, że okażą się dla Was pomocne w układaniu własnych rozkładów kinowej jazdy. 

Bez zbędnego przeciągania, trzymajcie dziesięć, a w zasadzie to trzynaście, filmów, które warto zobaczyć: 

Podejrzana (reż. Park Chan-wook) – jeden z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie filmów z tegorocznego Cannes musiał znaleźć się też na szczycie listy polecanych tytułów. Najdelikatniejszy (koreański) film w karierze Parka. Nie tylko w kwestii ukazywanej przemocy i seksu, ale też samej treści, bo to bezwstydny melodramat w którego ramy gatunkowe Park wchodzi bez oporów, co nie przeszkadza mu w stworzeniu wielowarstwowej historii meandrującej pomiędzy licznymi wątkami. 

W trójkącie (reż. Ruben Östlund) – do wybrania się na zdobywcę Złotej Palmy nikogo chyba nie muszę namawiać. Östlund trochę cwaniacko wygrał tę nagrodę, bo „W trójkącie” to taka hybryda jego dwóch ostatnich filmów nagrodzonych w Cannes, ale zobaczyć zdecydowanie warto, bo jest tu wiele rzeczy (pomysły fabularne, kreacje aktorskie, całe sekwencje) do polubienia. 

Blisko (reż. Lukas Dhont) – film Dhonta (autora „Girl” z 2018) zniszczy emocjonalnie niejednego odbiorcę. Dhont wgryza się w nieoczywisty sposób w wiele ciekawych zagadnień, przyglądając się płciowym rolom narzucanym przez społeczeństwo, odgórnym normom dotyczącym akceptowalnych granic cielesnej bliskości, poczuciu winy, wstydu, ale też rozpaczy. Wszystko to jednocześnie pozostawia do rozpakowania widzowi, bo podrzuca tylko wyraźne wskazówki, ale samemu jest bardziej zainteresowany dyskretną obserwacją swoich bohaterów i temu co się dzieje w ich głowach. 

Silent Twins (reż. Agnieszka Smoczyńska) - film śmiały formalnie, ale też ponury, chłodny, stonowany, skupiony na szczerych emocjach i głębi psychologicznej. Agnieszka Smoczyńska konsekwentnie podąża własną artystyczną ścieżką, nie oglądając się na oczekiwania i wymogi publiczności, szybko wypracowując charakterystyczny autorski styl, niełatwy w odbiorze, ale fascynujący, wciągający, pobudzający intelektualnie i emocjonalnie. 


 

Zbrodnie przyszłości (reż. David Cronenberg) – film w tym samym czasie trafi do dystrybucji kinowej więc każdy musi już sam ocenić, czy nie warto się wstrzymać i nadrobić w lokalnym kinie (o ile będzie wciąż uchwytny po dwóch tygodniach…), ale pierwsze dzieło Davida Cronenberga od ośmiu lat wypada zobaczyć, a nawet warto. Jest to przegadany film, ale to ten rodzaj dialogu, którego można słuchać bez chwili znużenia. Cronenberg nie nudzi, jest treściwy, zabawny, zdyscyplinowany pod względem montażu (całość trwa 107 minut), pięknie buduje futurystyczny klimat przy raczej skromnym budżecie. Jest tu dużo nawiązań stylistycznych do starszych filmów Kanadyjczyka, ale to raczej zbliżenie się o kilka kolejnych kroków do finalnych form idei rozwijanych przez całą twórczość jak tylko pasywne zżeranie własnego ogona. 

Rodeo (reż. Lola Quivoron) – debiut Loli Quivoron, skryty w sekcji Un Certain Regard, pełnej „anonimowych” twórców, łatwo było przeoczyć w Cannes, a jeszcze łatwiej to zrobić w nowohoryzontowym ogromie tytułów do zobaczenia, ale warto mu poświęcić czas, bo możemy być świadkiem początku kariery kolejnej ciekawej reżyserki. W „Rodeo” jest girl power, miłość do motocykli, energia, klimat, doskonała praca kaskaderów i przyciągająca uwagę główna bohaterka, która wygląda i zachowuje się jak „szorstka” wersja Zendayi. 

Prześwietlenie (reż. Cristian Mungiu) – Mungiu wypracował sobie takie nazwisko, że gdy nie mogę określić jego filmu jako rewelacyjnego to automatycznie czuję niemałe rozczarowanie, a „Prześwietlenie” to film „tylko” dobry, ale pominąć go na festiwalowej trasie byłoby dużym błędem. Nawet słabszy Mungiu to głos, który wciąż warto usłyszeć, no i zobaczyć, chociażby dla sceny kłótni lokalnej społeczności uchwyconej na kilkunastominutowym długim ujęciu. 

Holy Spider (reż. Ali Abbasi) - zainspirowany autentycznymi wydarzeniami z początku tego stulecia, opowiada o irańskim seryjnym mordercy, który zabijał prostytutki w Meszhed. Abbasi („Granica”) mówi, że jego film nie opowiada historii seryjnego mordercy. „Holy Spider” jest o społeczeństwie seryjnych morderców. Od budowania solidnego napięcia (film ma kilka mocnych scen), czy ekscytacji z podążania śladem mordercy, Ali bardziej jest zainteresowany sportretowaniem społeczeństwa, który morderczemu procederowi otwarcie przyklaskuje ze względu na charakter ofiar (bo „należało się nimi zająć”). 


 

Gorące dni (reż. Emin Alper) – kolejny niepozorny tytuł do którego trzeba było się dokopać w tegorocznym programie Un Certain Regard. Dokopać (w znaczeniu metaforycznym) do prawdy musi też główny bohater, młody prokurator, który trafia na spaloną słońcem turecką prowincję, gdzie przejmuje urząd po tajemniczym zaginięciu poprzedniej osoby na tym stanowisku. Uruchamia to duszny, niespieszny, ale dość wciągający i klimatyczny thriller polityczny. 

Io (reż. Jerzy Skolimowski) – historia o osiołku podróżującym przez Polskę i Europę. Czego tu można nie lubić? Prawdę mówiąc to trochę rzeczy by się znalazło, bo pod wieloma względami to dość nierówny film, dające spore pole manewru do kręcenia nosem, ale jednocześnie jest na tyle fascynujący, wciągający i pomysłowy formalnie, że warto do niego zasiąść pomimo świadomości jego różnych drobnych ułomności. 

Warto również wybrać się na film „Baby Broker”, bo japoński reżyser Hirokazu Koreeda („Złodziejaszki”) zdecydowanie lepiej odnalazł się tworząc w Korei, jak kilka lat wcześniej we Francji („Prawda” z 2019). „Tori i Lokita” też powinna się znaleźć na festiwalowej mapie, bo to najlepszy film braci Dardenne od lat. Można też rozważyć wybranie się na „Boy from Heaven”, ale jak to napisał krytyk z The Hollywood Reporter, jest to bardzo typowy thriller w bardzo nietypowym otoczeniu, czyli bardziej dla ludzi, którzy chcą zobaczyć coś osadzonego w Kairze, jak poszukujących filmu, który pozostawi po sobie trwałe wspomnienia. 

Udanych seansów i powodzenia przy polowaniu na bilety oraz porannym „zaklepywaniu” filmów.