poniedziałek, 11 maja 2015

Unfriended (Cybernatural) - recenzja


Dowód na to, że z formuły found footage da się jeszcze wycisnąć coś ciekawego, a w horrorze można bez żenady poruszyć bieżący problem społeczny. Prawdę mówiąc, gdy pierwszy raz zobaczyłem w kinie zwiastun filmu "Unfriended" (znany też pod tytułem "Cybernatural") to początkowo myślałem, że oglądam reklamę społeczną na temat cyber-przemocy.

A o co chodzi tak w zasadzie? Przez cały film kamera jest przyklejona do ekranu monitora komputerowego, na którym obserwujemy grupowy czat poprzez skype’a kilku nastolatków. Jak się szybko okazuje, towarzyszy im ktoś jeszcze, nieproszony, tajemniczy anonimowy prześladowca, który twierdzi, że jest duchem ich zmarłej rówieśniczki. Dziewczyna rok wcześniej popełniła samobójstwo, nie potrafiąc poradzić sobie z falą okrutnych, szyderczych komentarzy, jakie pojawiły się po publikacji w sieci wstydliwego materiału video z jej udziałem. Cyfrowa zjawa jest wściekła, wszyscy bohaterowie filmu w jakiś sposób przyczynili się do jej tragicznego końca i zamierza ich z tego rozliczyć. Podejmuje więc okrutną grę psychologiczną z udziałem dawnych kolegów i koleżanek, z czasem przechodząc do wymierzania kary w bardziej dosadnej formie fizycznej.

Nie jest to straszny film. Wiadomo, strach jest już bardzo subiektywną emocją, tak więc wierzę, że kogoś może przerazić wizja zmory odcinającej swoje ofiary od internetu albo powodującej głupawkę komputera. A może te osoby nie słyszały po prostu o porządnym programie antywirusowym? Nie wiem, nie oceniam. Oczywiście przesadnie bagatelizuję wydarzenia, z czasem poziom zagrożenia na ekranie znacząco rośnie, no ale nie jest to straszne, sorry. Co nie znaczy, że jest nudno. Bo grozy może i w tym mało, ale emocji za to całkiem sporo, historia skutecznie przykuwa uwagę, z zaciekawieniem obserwuje się rozwój wydarzeń, a czasem nawet obgryza się paznokcie z nerwów. No, nie szalejmy, powiedzmy, że tylko jednego paznokcia i nie ma szansy, żeby porządnie się w niego wgryźć.

Ciekaw jestem natomiast tego, jak poruszana tematyka trafi do młodych odbiorców. Czy ciąg wydarzeń, który doprowadził do początkowej tragedii, skłoni ich do refleksji nad tym, w jaki sposób korzystają ze zdobyczy współczesnej technologii i jak to wpływa na ich komunikację z rówieśnikami. Pewnie nie, ale chciałbym wierzyć, że chociaż jeden na kilkudziesięciu zastanowi się teraz dwa razy, zanim wyleje na kogoś w internecie wiadro pomyj. Taaa...


0 komentarzy:

Publikowanie komentarza