sobota, 17 lutego 2018

Czy "Kształt wody" to plagiat?


Kilka dni temu napisałem na fanpage’u o „Kształcie wody”. Szybko pojawiły się komentarze nawiązujące do oskarżeń rzucanych pod adresem del Toro o splagiatowanie holenderskiej studenckiej krótkometrażówki.

Zanim przejdziemy dalej to warto najpierw zobaczyć, o co chodzi: KLIK

Jeżeli ktoś obejrzy to, znając już film del Toro, niewątpliwie podniesie mu się brew. Podobieństwa są uderzające: sprzątaczka, wodne stworzenie, baza wojskowa, wrogo nastawiony do istoty mężczyzna, któremu nie przeszkadza zabicie nieznanego organizmu w celu pozyskania pożądanych informacji. Obie produkcje mają sporo podobnych scen, motywów, a nawet chwilami zbliżoną pracę kamery. Pierwsza myśl: del Toro zerżnął jak nic, a przynajmniej inspirował się ostro przy budowaniu historii. Czy jednak rzeczywiście tak było?

Guillermo del Toro zarzeka się, że filmu nie widział wcześniej i zobaczył go dopiero w tym roku. Co już stwarza problem, bo dalsze twierdzenie, że film jest plagiatem, czyni go nie tylko złodziejem pomysłów, ale też bezczelnym kłamcą. Lubię gościa, chciałbym mu wierzyć, a nie chciałbym natomiast zarzucać mu łgarstwa. Drążymy więc dalej.


W sprawie wypowiedziała się też Holenderska Akademia Filmowa, która wyprodukowała krótkometrażówkę:

„Wierzymy, że zarówno „The Shape of Water”, jak i nasz „The Space Between Us”, mają własne, bardzo odmienne charaktery. Oba filmy miały oddzielne procesy produkcyjne i nie były one w żaden sposób ze sobą powiązane lub połączone. (…) W serdecznej atmosferze spotkaliśmy się (del Toro przyjął w styczniu ich zaproszenie na specjalny pokaz jego filmu połączony z późniejszą dyskusją) żeby porozmawiać o naszych filmach i podobnych źródłach inspiracji czerpanej z mitologii i fantastyki (a także motywach, które pan del Toro już poprzednio zgłębiał w dwóch filmach z serii „Hellboy”).”

No więc właśnie, warto pamiętać, o kim mówimy. Del Toro to gość, który jest rozkochany w tej tematyce. Potwory to jego wielka miłość, czemu daje wyraz przez całe życie. „The Shape of Water” to pewna wariacja na temat postaci Abe’a z „Hellboya”, który przecież również żył w zbiorniku wodnym mieszczącym się w rządowej placówce. Oczywiście był postacią o wiele bardziej elokwentną od stworzenia z nowego filmu, ale nie bez przyczyny fani snują domysły, że w gruncie rzeczy mogłaby to być historia jego rodziców. Główną inspiracją do zrobienia filmu był „Potwór z Czarnej Laguny” i chęć opowiedzenia o tym, co by się stało, gdyby zdołał związać się z ludzką kobietą. „The Space Between Us” powstało w roku 2015, „Kształt wody” dojrzewał od roku 2011. Del Toro dzielił się pomysłem z wieloma ludźmi, a także szefami studiów filmowych, którzy mieli mu to przecież później sfinansować. Takie filmy nie powstają w kwartał, „Kształt wody” miał premierę latem ubiegłego roku, a zatem zaawansowany proces przedprodukcyjny trwał już co najmniej od końcówki 2016 roku. Gdy więc studencki film krótkometrażowy pokazano w Holandii to del Toro najprawdopodobniej miał już gotowy scenariusz oraz koncept własnego filmu i już tylko czekał na możliwość odpalenia kamer na planie zdjęciowym dopracowując w tym czasie jeszcze szczegóły projektu oraz zbierając obsadę.


Wersja, że podobieństwo filmów jest tylko zbiegiem okoliczności i zupełnie przypadkowe może wydawać się naciągana, ale nie jest całkowicie nieprawdopodobna. Zdarza się to przecież na okrągło, że w krótkich odstępach czasu mają miejsce premiery podobnych filmów. Dzień Zagłady – Armageddon; Świat w płomieniach – Olimp w ogniu; Tombstone – Wyatt Earp; Góra Dantego – Wulkan; Misja na Marsa – Czerwona planeta; Capote – Bez skrupułów; Prestiż – Iluzjonista; Królewna Śnieżka i Łowca – Królewna Śnieżka. Można by długo jeszcze wymieniać, a to tylko przykłady produkcji filmowych, których nie zdecydowano się przerwać, gdy okazało się, że konkurencja robi coś podobnego. Jeszcze więcej jest projektów, z których zrezygnowano, gdy odkryto, że ktoś jeszcze wpadł na podobny pomysł. Bywa też, że takie filmy zostają zrobione, ale następnie „zamrożone”, żeby skorzystać z nich dopiero po jakimś czasie od premiery konkurencyjnego tytułu (co spotkało „Księgę dżungli” Andy’ego Serkisa, którą najprawdopodobniej zobaczymy pod koniec tego roku pod tytułem „Mowgli”).

Plagiat to poważny zarzut i należy sięgać po niego ostrożnie. Kilka lat temu, gdy pokazano pierwszy zwiastun filmu „Dredd”, wszędzie zaczęły się pojawiały się zarzuty, że splagiatowano „Raid” Garetha Evansa. Podobieństwa pomiędzy filmami były równie uderzające, co w przypadku „Kształtu wody” i „The Space Between Us”. Wielopiętrowy blok mieszkalny zarządzany przez kryminalistów i przedstawiciele służb porządkowych, którzy muszą dotrzeć na samą górę budynku żeby dorwać lidera tych złych. W obu filmach pojawiał się nawet motyw głównego przeciwnika korzystającego z głośników umieszczonych w budynku żeby poszczuć lokatorów na pozytywnych bohaterów. Od razu wiedziałem, że plagiat nie jest możliwy, bo materiał o realizacji „Dredda” czytałem w prasie jeszcze przed pojawieniem się pierwszego zwiastuna „Raida”. Było zwyczajnie za mało czasu żeby przebudowano fabułę takiego filmu w oparciu o inną produkcję. Nie wspominając o tym, że byłoby to głupotą. Wiele miesięcy później dowiedziałem się, że najprawdopodobniej było zupełnie na odwrót – twórca „Raid” zerżnął od Alexa Garlanda. Scenariusz „Dredda” krążył po różnych studiach filmowych przez lata zanim w końcu znaleziono źródło finansowania. Przez ten czas przechodził różne modyfikacje i przynajmniej jedna z jego wersji wyciekła do sieci, gdzie mógł ją przeczytać Gareth Evans i wykorzystać wyjściowy pomysł w swoim filmie. Czy tak było, zapewne nigdy się nie dowiemy, ale pokazuje to, jak łatwo oskarżyć o plagiat kogoś niewinnego.


Czy spotkało to del Toro? Ciężko powiedzieć. Może akurat przejeżdżał przez Holandię i zobaczył gdzieś „The Space Between Us”, albo trafił na jakimś festiwalu filmowym. Istnieje też możliwość, że któryś z autorów „The Space Between Us” otarł się o jakieś informacje dotyczące „The Shape of Water” i wykorzystał je przy własnym projekcie. Niewykluczone jednak, że to po prostu kosmiczny zbieg okoliczności, jakich nie brakuje w świecie ludzi kreatywnych, niestety cholernie niefortunny, bo przedstawiający del Toro w bardzo negatywnym świetle i rzutujący na odbiór jego filmu. A wszystko to się sprowadza do jednego – albo wierzymy jego słowom, albo nie. Ja wierzę. Nie da się jednak ukryć, że chcę mu wierzyć i obdarowuję go kredytem zaufania bazującym na sympatii do pociesznego Meksykanina rozkochanego w potworach. Wydaje mi się, że jest na tyle płodnym (i zauroczonym tym tematem) twórcą żeby nie musiał uciekać się do podpieprzania pomysłów od innych. Czy mam rację? Nie wiem. Mam jednak nadzieję, że się nie mylę, bo inaczej byłoby to bardzo rozczarowujące.

Jak sądzicie? Plagiat?

0 komentarzy:

Prześlij komentarz