poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Cannes 2018 - programy Critics’ Week i Directors’ Fortnight


Od poprzedniego tekstu o tegorocznym canneńskim programie minął już tydzień czasu. Sporo się zmieniło przez te kilka dni, albo raczej sporo doszło, bo nie tylko ogłoszono programy bocznych sekcji Critics’ Week i Directors’ Fortnight, ale też oficjalna selekcja wzbogaciła się o sporo nowych ekscytujących pozycji. Warto się przyjrzeć temu bliżej, poprzednie moje „wgryzanie w program” cieszyło się przyzwoitym zainteresowaniem, postanowiłem więc kontynuować temat. Zacznijmy od programu głównego…

PROGRAM GŁÓWNY:

Po pierwsze, mamy kolejny polski akcent, wyświetlany w ramach pokazów specjalnych – film „Another Day of Life”. Pierwszy raz usłyszałem o nim tak dawno temu, że zdążyłem już zapomnieć o tym projekcie. Dość powiedzieć, że dostępny na Youtube zwiastun ma już cztery lata. Jest to międzynarodowa koprodukcja zrealizowana przez Platige Image, Kanaki Films,Walking the Dog, Animationfabrik, Puppetworks oraz Wueste Film. Za reżyserię odpowiadał student łódzkiej filmówki (Damian Nenow) oraz Hiszpan (Raúl de la Fuente). Historia opiera się na wspomnieniach Ryszarda Kapuścińskiego uwiecznionych w książce „Jeszcze dzień życia” będącej zapisem wydarzeń z ostatnich miesięcy wojny domowej w Angoli w połowie lat 70. Jest to połączenie animacji, tradycyjnego filmu, archiwalnych nagrań oraz wywiadów z uczestnikami tamtych wydarzeń. Sekwencje animowane wyglądają świetnie i kojarzą mi się nieco z produkcjami studia Telltale Games. Wygląda to cholernie intrygująco. Warto przy okazji dodać, że jeszcze jedna polska produkcja trafiła do oficjalnej selekcji - „III” Marty Pajek, który zakwalifikował się do konkursu filmów krótkometrażowych.


Oprócz tego uzupełniono jeszcze kilka innych sekcji. Do konkursu głównego dołączono trzy kolejne produkcje, w tym nowy film Ceylana! Nuri Bilge Ceylan już pięciokrotnie był zapraszany do konkursu głównego, za każdym razem z Cannes wyjeżdżał z jakąś nagrodą. Złotą Palmę dostał już za reżyserię („Trzy małpy”) oraz najlepszy film („Zimowy sen”), a oprócz tego trafiło jeszcze w jego ręce chociażby Grand Prix Festiwalu („Pewnego razu w Anatolii”). Z całą pewnością jego nowy film będzie poważnym konkurentem dla Pawlikowskiego i reszty twórców. „The Wild Pear Tree” opowiada o początkującym pisarzu, który wraca do swojej rodzinnej wioski, gdzie próbuje zebrać pieniądze potrzebne na publikację książki. Dopadają go jednak długi zaciągnięte przez ojca, którymi musi się najpierw zająć.

Pozostałe dwa tytuły to „Ayka” i „Knife+Heart”. Siergiej Dworcewoj („Ayka”) ma na koncie tylko jeden film, nagrodzonego dziesięć lat temu w sekcji Un Certain Regard „Tulpana”. „Ayka” opowiada o młodej ciężarnej Kirgizce pracującej nielegalnie w Moskwie. Dziewczyna decyduje się po porodzie porzucić noworodka w szpitalu, ale instynkt macierzyński daje o sobie znać po jakimś czasie i bohaterka podejmuje desperacką próbę odnalezienia dziecka. Yann Gonzalez („Knife+Heart”) poprzednio gościł w Cannes pięć lat temu w bocznej sekcji Critic’s Week („Spotkania po północy”). Gwiazdą jego drugiego filmu jest Vanessa Paradis, wcielająca się w kobietę, która dorobiła się w latach 70. na produkcji francuskich filmów pornograficznych. Żeby przypodobać się swojej partnerce, Loïs (Kate Moran), kobieta decyduje się sfinansować ambitną produkcję filmową. Sprawy się komplikują, gdy tajemniczy seryjny morderca zaczyna atakować aktorów występujących w filmie. Brzmi to jak typowy thriller, albo wręcz jakieś włoskie giallo, ale skoro trafiło do canneńskiego konkursu to pewnie można spodziewać się czegoś wymykającego się łatwej gatunkowej klamrze. Jestem zaciekawiony.

O kolejne dwa tytuły wzbogacono również sekcję Un Certain Regard, najbardziej mnie jednak cieszy, że otworzy ją w tym roku nowy film Siergieja Łożnicy („Donbass”), który zeszłoroczną „Łagodną” (konkurs główny) udowodnił, że jest zdolnym twórcą, ale wpędziłby w depresję nawet Wojciecha Smarzowskiego. Do pokazów o północy dorzucono jeszcze dokument o Whitney Houston zrobiony przez Kevina Macdonala („Stan gry”, „Ostatni król Szkocji”) oraz „Fahrenheit 451”, czyli telewizyjną (HBO) ekranizację powieści Ray'a Bradbury'ego. W obsadzie Michael Shannon, Michael B. Jordan, Sofia Boutella i Martin Donovan. Festiwal natomiast zamknie w tym roku „The Man who killed Don Quixote” Terry’ego Gilliama, który nawet jak wydawało się już, że w końcu pokonał klątwę i zdołał ukończyć ten przeklęty przez Wszechświat projekt, to znowu się potknął przed metą i zamieszał w batalię sądową o prawa do filmu z niedoszłym producentem.


Na koniec zostawiłem najlepszy kąsek – Larsa von Triera, do niedawna cieszącego się w Cannes statusem: persona non grata, co było efektem nieprzemyślanego głupiego żartu podczas konferencji prasowej filmu „Melancholia”. Od połowy zeszłego roku byłem już jednak przekonany, że zostało mu wybaczone i zobaczę jego następny film w Cannes. Wskazywały na to wypowiedzi dyrektora festiwalu i nie zacząłem w to wątpić nawet wtedy, gdy nie pojawił się na liście z zeszłego tygodnia.

„The House That Jack Built” jest thrillerem psychologicznym opowiadającym o dwunastoletniej „działalności” tytułowego Jacka (Matt Dillon), będącego seryjnym mordercą. Lars początkowo planował zrealizować to w formie serialu, ale jak widać zmienił zdanie. Duńczyk opisywał projekt w zeszłym roku jako celebrację idei, że życie jest nikczemne i bezduszne. Zapewne będzie to więc (kolejna w jego karierze) radosna i podnosząca na duchu historia. Zwłaszcza, że sponiewierała emocjonalnie nawet samego reżysera, który zadeklarował już zrobienie sobie małej przerwy od długiego metrażu i zrelaksowanie się przy „lżejszych” filmach krótkometrażowych. Oprócz Dillona w filmie wystąpiła jeszcze Uma Thurman, Riley Keough (wnuczka Elvisa zrobiła się bardzo aktywna zawodowo w ostatnich latach, pełne jej wszędzie) oraz Bruno Ganz.

CRITICS’ WEEK:

Selekcjonerzy Critics’ Week nie rozczarowali mnie i tak jak na to liczyłem, zaaprobowali „Fugę” Agnieszki Smoczyńskiej. Polskie kino w końcu zaczyna się pojawiać w Cannes i atakować międzynarodową widownię z różnych stron. Doskonale. Mam nadzieję, że wszystkie polskie produkcje okażą się warte uwagi.


Warto zaznaczyć już teraz, że „Fuga” nie będzie miała wiele wspólnego z „Córkami dancingu”. Smoczyńska zapowiada kino kameralne, opowiadające o schorzeniu zwanym fugą dysocjacyjną będącą specyficznym rodzajem amnezji. Osoba cierpiąca na to całkowicie zapomina o wszystkim czego doświadczyła, stając się nowym człowiekiem. Główna bohaterka musi się skonfrontować ze swoją przeszłością zanim będzie gotowa odnaleźć się w nowej sytuacji i zdecydować jaką będzie teraz matką oraz żoną. Pomysł wyszedł od aktorki Gabrieli Muskały, która napisała scenariusz i wystąpiła w głównej roli. W obsadzie zobaczymy jeszcze: Łukasza Simlata, Dorotę Kolak i Małgorzatę Buczkowską.

Sekcję otworzy natomiast „Wildlife”, debiut reżyserski Paula Dano. Akcja osadzona jest w latach 60. i opowiada o szesnastolatku obserwującym rozpad małżeństwa jego rodziców. W obsadzie Carey Mulligan i Jake Gyllenhaal, scenariusz napisał Dano do spółki z Zoe Kazan (aktorka, ale też autorka scenariusza filmu „Ruby Sparks”, w którym zresztą wystąpił Dano). Film pokazywano już w Sundance gdzie zebrał bardzo pozytywne recenzje.

DIRECTORS’ FORTNIGHT:

Bardzo dużo dobra przygotowali w tym roku selekcjonerzy Directors’ Fortnight. Liczyłem wprawdzie cicho, że zobaczę tutaj jakąś produkcję Netflixa, ostatecznie jednak serwis całkowicie wycofał się w tym roku z udziału w festiwalu. Zamiast tego jednak mamy sporo innych ekscytujących produkcji.

Przede wszystkim filmy „Mandy” i „Climax”. „Mandy” (Panos Cosmatos) pojawiło się w tym roku w Sundance i zebrało ekstatyczne recenzje. Jest to podobno produkcja totalnie szalona, wypełniona po brzegi przemocą i szarżami aktorskimi Nicolasa Cage’a. O filmie wszystko mówi już zarys fabuły: Cage wciela się w drwala, którego spokojne życie w górach zostaje zakłócone, gdy jego partnerka zostaje porwana przez lidera lokalnej sekty. Wysyła to drwala na skąpaną we krwi drogę prowadzącą do masakry i niepohamowanej żądzy mordu. Cool.


„Climax” natomiast to film do niedawna znany pod tytułem „Psyche”, czyli nowy projekt Gaspara Noé. Akcja osadzona jest w latach 90. i opowiada o dwudziestu tancerzach biorących udział w trzydniowych próbach w odizolowanej szkole położonej w środku lasu. Wieczorem urządzają sobie imprezę z sangrią. Atmosfera szybko zaczyna robić się „napięta” i wszyscy zaczynają popadać w obłęd. Ktoś musiał dosypać narkotyków, ale nie wiadomo kto oraz co nim kierowało. Niebawem staje się niemożliwym opanowanie własnych neuroz oraz psychoz, a odrętwienie umysłowe bohaterów wzmaga jeszcze hipnotyzująca elektroniczna muzyka. Niektórzy z tancerzy czują się, jakby trafili do raju, większość ma jednak wrażenie, że została zesłana do piekła. Znając dotychczasowe filmy Argentyńczyka (aż ciężko uwierzyć, że będzie to jego dopiero piąty pełnometrażowy projekt) zanosi się na konkretną psychodeliczną jazdę na pograniczu koszmaru sennego. I spoko, to w nim lubię, że ma nierówno pod sufitem.

W tym roku wybrano zaledwie dwie amerykańskie produkcje, ale obie warte uwagi, bo drugim tytułem (również pokazywanym w Sundance) jest „Leave No Trace” Debry Granik. Granik to przede wszystkim autorka świetnego „Do szpiku kości”, który był punktem startowym dla błyskawicznej kariery Jennifer Lawrence. W „Leave No Trace” reżyserka przedstawia światu kolejną zdolną młodą aktorkę (Thomasin McKenzie) wcielającą się w córkę outsidera (Ben Foster), który postanawia porzucić cywilizację i przenieść się do lasu razem z nastoletnią podopieczną. Film zebrał bardzo dobre recenzje w Sundance, pisano o niekonwencjonalnym, ciepłym, ale też wnikliwym portrecie rodzinnym oraz kolejnej - w karierze Granik - udanej historii o amerykańskiej prowincji i ludziach ją zamieszkujących.

Podekscytowany jestem, że wybrano również japońską animację. Nie pamiętam już kiedy ostatnio oglądałem jakieś anime na dużym ekranie. Autorem „Mirai” jest Mamoru Hosoda mający na koncie takie filmy jak „Wilcze dzieci” oraz „O dziewczynie skaczącej przez czas”. Historia opowiada o młodym chłopcu, który próbuje sobie poradzić z uczuciem porzucenia wynikającego z narodzin siostry. Bohater znajduje schronienie w magicznym ogrodzie, który pozwala mu podróżować w czasie i poznać matkę, gdy ta była jeszcze młodą dziewczyną oraz zobaczyć na jaką osobę wyrośnie mała siostra. Zapowiada się więc na (częste w jego twórczości) mieszanie realizmu magicznego z intymnym portretem rodzinnym.


Filmem otwarcia będzie „Birds of Passage”, osadzona w latach 70. opowieść o początkach kolumbijskiego przemysłu narkotykowego, zrobiona przez twórców „W objęciach węża”. W tym roku wybrano do sekcji sześć produkcji francuskich, najbardziej wpadła mi w oko „Le Monde Est À Toi”, opowieść o byłym dilerze narkotykowym - podobno zachwyciła selekcjonerów. W obsadzie: Isabelle Adjani, Vincent Cassel i śliczna Oulaya Amamra, którą poznałem dwa lata temu dzięki pokazywanym w tej sekcji „Divines” (bardzo dobre, można zobaczyć na Netfliksie). Jest jeszcze kilka filmów latynoamerykańskich, produkcja serbska i turecka, ale nie łudzę się, że zobaczę nawet połowę z tych tytułów. W tym roku jest tyle wartych uwagi filmów w Cannes, że będzie niemożliwością zaliczenie wszystkich interesujących wydarzeń, bo przecież jest jeszcze specjalny pokaz filmu „2001: Odyseja Kosmiczna”, który zapowie Christopher Nolan, a także masterclass z jego udziałem oraz spotkanie z Martinem Scorsese połączone z projekcją „Mean Streets”. Będzie co robić w tym roku.

0 komentarzy:

Publikowanie komentarza