środa, 15 maja 2013

The Host (Intruz) - recenzja



O Świętopchełku, to jest o dwie klasy gorsze od moich najgorszych przypuszczeń. Ok, oparte na podstawie literackich wypocin TEJ Stephenie Meyer, co powinno robić za wystarczająco ostrzeżenie, no ale… jednak bez świecących wampirów, bez medialnego cyrku i utalentowanych inaczej młodych aktorów, a za to z Saoirse Ronan w głównej roli i Andrew Niccolem za sterami. To mogło zaowocować czymś przynajmniej przyzwoitym. Dupa.


Zacznijmy od największej bolączki, czyli scenariusza. Ten może się nawet spodobać. Jeżeli jesteśmy czternastoletnią przygłupią dziewczynką. Na chłopców nie podziała, sprawdzone, jeden wymiękł w połowie filmu i razem z ojcem spakował manatki i ewakuował się z sali. Historia obraża drobnymi głupotami, kłuje w uszy strasznymi dialogami, zanudza romantycznymi blubrami, przeraża jałowością głównego wątku i dobija powielaniem formuły „Zmierzchu” (znów jest jedna dziunia i dwóch zakochanych fagasów).

Reżysera chyba porwano i poddano lobotomii, inaczej nie potrafię wyjaśnić tego, że twórca znakomitego „Gattaca” i kilku innych mniej lub bardziej udanych filmów, stworzył coś tak nudnego technicznie, wykastrowanego z ciekawych wizualnie konceptów (kilka ładnych scen to za mało), a do tego bazującego na tak dennym pomyśle. I nie mówię nawet o zrzynaniu z „Inwazji porywaczy ciał”, to jest już naprawdę drobnostką, ale ktoś posługujący się przynajmniej śladową inteligencją powinien wyczuć jak bardzo czerstwym pomysłem jest głos z offu komentujący przez cały film wydarzenia (ciało bohaterki zostaje przejęte przez kosmitę, ale osobowość nie ulega pasożytowi i egzystuje w formie „głosu w głowie”…). Andrew, what the fuck?!

Jeżeli ktoś zamierzał się wybrać ze względu na Niccola – nie warto. Jeżeli ktoś zamierzał się wybrać ze względu na Saoirse Ronan – po raz pierwszy prezentuje się dość seksownie, ale i tak nie warto, nie osłodzi to traumy po usłyszeniu jej partii dialogowych. Jeżeli ktoś miał ochotę na guilty pleasure – nope. Jeżeli ktoś liczył na niegłupie scifi – are you fucking kidding me?


0 komentarzy:

Publikowanie komentarza