wtorek, 30 maja 2023

Anatomy of a Fall (Anatomia upadku) - recenzja

 


„Anatomia upadku” to chyba największa pozytywna niespodzianka tegoroczonego canneńskiego konkursu głównego. Z całą pewnościa nikt nie spodziewał się przed imprezą, że to właśnie Justine Triet wyjedzie z Cannes z główną nagrodą. Obecność w programie reżyserki dotąd conajwyżej dobrej, ostatnio (w roku 2019) widzianej na Lazurowym Wybrzeżu z filmem dość przeciętnym („Sybilla”), nie wzbudzała zbyt wielkiej ekscytacji i oczekiwania przed pierwszymi pokazami prasowymi. Aż do pierwszego pokazu po którym poszły w świat pierwsze głosy zachwytu. 

Odizolowana górska willa położona w pobliżu Grenoble. Posiadłość należy do małżeństwa dwójki pisarzy wychowujących w niej niewidomego syna. Ona pochodzi z Niemiec. On z Francji. Rozmawiają ze sobą po angielsku. Sandra odniosła już jakiś sukces w świecie literatury. Ma na koncie wiele publikacji. Samuel na razie próbuje walczyć z twórczą blokadą i wydać swoją pierwszą powieść. Jest to źródłem rozdarcia w ich związku. Jednym z wielu. On kiedyś dokonał fatalnej decyzji, która kosztowała wzrok ich dziecko. Ona wzięła sobie z jego nieukończonej powieści pomysł, który wykorzystała w swojej książce. On jest sfrustrowany swoim brakiem życiowych osiągnięć za co próbuje obwiniać Sandrę. Ona wielokrotnie zdradzała Samuela w przeszłości. Wszystko to buduje coraz większy mur w ich związku i składa się na drążący go kryzys. 

Pewnego dnia studentka próbuje przeprowadzić z nią wywiad. On skutecznie to utrudnia przeszkadzając w ich rozmowie odtwarzając na poddaszu niesamowicie głośną muzykę. Studentka i Sandra poddają się, rezygnują z dalszego prowadzenia wywiadu, postanawiają dokończyć w innym terminie. Syn wychodzi na dłuższy spacer z psem. W drodze powrotnej odkrywa przed domem martwe ciało ojca. Wygląda na to, że wypadł z okna na poddaszu, które remontował. Dziwaczny wypadek, samobójstwo, czy może morderstwo? Odpowiedzi na to pytanie spróbuje udzielić proces sądowy, który zainicjuje odkrycie nagrania audio z agresywnej kłótni pomiędzy Sandrą i Samuelem mającej miejsce na dzień przed wypadkiem. Sandra staje się oczywiście główną podejrzaną potencjalnego morderstwa męża. 

„Anatomia upadku” to głównie dramat sądowy w którym słowna ekwilibrystyka i prawnicze sztuczki erystyczne służą ocenie Sandry. Na wadze kładzione są takie rzeczy, jak jakość jej związku z mężem, ocena tego, kto był bardziej pokrzywdzony w tej relacji, ile było w nim jeszcze miłości, a ile niechęci, a mo ze nawet nienawiści. Czy Samuel był ofiarą własnych frustracji i rozczarowań życiem, które pchnęły go ostatecznie w ramiona samobójczej śmierci, czy też jednak wykonał o jeden niewłaściwy gest za dużo, wypowiedział o kilka bolesnych słów za wiele, doprowadzając żonę do dokonania największej zbrodni. Triet nie chce udzielać bezpośredniej odpowiedzi na to pytanie, woli pozostawić tę kwestię niedopowiedzianą, ostateczną decyzję składając w ręce widza. 

 Jest to film znakomicie napisany, oferujący kilka naprawdę mięsistych scen smakowitego słownego ping-ponga, dający materiał do rozmyślań, kilka solidnych fabularnych zwrotów, ale też liczne wątpliwości na temat winy bądź niewiności głównej bohaterki pozostające z widzem po seansie. Sandra Hüller jest tutaj wyśmienita. Zimna, opanowana, bystra, ale niepozbawiona emocji, ciepła względem swojego dziecka, ale też wspomnienia o mężu. Czy „Anatomia upadku” to film, który osobiście nagrodziłbym Złotą Palmą? Nie. Czy to jeden z najlepszych filmów w tegorocznym konkursie? Zdecydowanie tak.

0 komentarzy:

Prześlij komentarz