niedziela, 6 września 2015

Me and Earl and the Dying Girl (Earl i ja, i umierająca dziewczyna) - recenzja


To ten rodzaj filmu, który mógł nakręcić tylko młody, nieustraszony filmowiec, jeszcze nie przejmujący się regułami gry oraz gatunkowymi ograniczeniami, śmiało żonglować nieprzystającymi do siebie elementami i wyjść z tego obronną ręką. "Earl i ja, i umierająca dziewczyna" wymyka się prostym łatkom. Na pierwszy rzut oka, jest to tegoroczna wersja filmu "Gwiazd naszych wina". Jest błyskotliwy młody chłopak i umierająca nastolatka, przygotowująca się właśnie do rozpoczęcia chemioterapii, która wyniszczy jej ciało i ducha. To jednak mylny trop. Filmy dzieli przepaść, nie ma tutaj nawet śladu po nastoletniej egzaltacji i ckliwości wymierzonej w serca nastoletnich dziewczynek, cechujących zeszłoroczną dramę dla młodzieży. Sporo natomiast jest sarkastycznego spojrzenia na licealną rzeczywistość, sprytnych spostrzeżeń na temat szkolnych grup społecznych, mamy zabawny portret współczesnych "wyluzowanych" rodziców oraz zadziorne łamanie przyzwyczajeń widza.

sobota, 5 września 2015

Narcos - pierwszy sezon


W zeszłym miesiącu postanowiłem powrócić po latach do "X-Files". Była to najlepsza decyzja podjęta przeze mnie w sierpniu. Przez pierwszy sezon przebiłem się zaskakująco szybko, nawet przez moment nie odczuwając znużenia. Serial zestarzał się godnie, wciąż sprawia dużo przyjemności i autentycznie wciąga. Po kilku pierwszych odcinkach drugiej serii, zrobiłem sobie jednak przerwę na tydzień z hakiem i korzystając z premiery netflixowego „Narcos”, odpocząłem na chwilę od widoku Muldera i Sculla. Przede mną jeszcze osiem sezonów, nie chcę przedwcześnie przedawkować serialu. Była to druga najlepsza decyzja podjęta w sierpniu.

wtorek, 1 września 2015

Straight Outta Compton - recenzja


Dr. Dre oraz Ice Cube już od tak dawna należą do popkulturowego mainstreamu, że łatwo zapomnieć o ich korzeniach - dorastaniu w nieciekawej murzyńskiej dzielnicy, gdzie wymachiwanie w biały dzień bronią palną było na porządku dziennym, stróże prawa prewencyjnie częstowali policyjną pałą każdego nastoletniego czarnoskórego jegomościa, a większość znajomych kończyła w gangach, gdzie średnia długość życia nie należała do zbyt imponujących. Z chęci wyrwania się z tego środowiska, zaistnienia jako artysta, ale też i wykrzyczenia na głos całego wkurwu na świat, społeczeństwo i policjantów, którzy poniewierali nimi dla zasady, narodziła się legendarna formacja NWA. Biali Amerykanie wkrótce usłyszeli o gansta rapie i spocili się z wrażenia.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Fantastic Four (Fantastyczna czwórka) - recenzja


Film zabił mi ćwieka. Każdy już zapewne słyszał o problemach na planie. Reżyser, Josh Trank, zdradzał niestabilność psychiczną, nie potrafił się dogadać ze studiem, rozwalał meble w wynajętym mieszkaniu, Kate Mara była przez niego stale poniewierana, bo jej angaż został na nim wymuszony, a Miles Teller prawie wdał się z nim w bójkę. Nie był to najbardziej rozrywkowy plan zdjęciowy w historii kina.

środa, 5 sierpnia 2015

Southpaw (Do utraty sił) - recenzja


No niestety. To jeszcze nie teraz. Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Jake Gyllenhaal nie doczeka się w przyszłym roku Oskara. Nie jest to rola tak hipnotyzująca, niepokojąca, zagrana na skraju obłędu, jak ta z „Nightcrawlera”. Paradoksalnie, dzięki temu Jake ma jednak większą szansę na zdobycie przynajmniej nominacji. Byłby to wybór o wiele bezpieczniejszy, mniej uwierający zramolałych, konserwatywnych członków Akademii. Co nie znaczy, że zupełnie nie zasłużony. Aktor wykonał kawał pracy przygotowując się do roli, nabrał masy (a raczej odzyskał), imponująco wyrzeźbił ciało, nauczył się boksowania, a w tym zbierania również i cięgów. Jake nie gra boksera, on stał się bokserem. To widać w jego zachowaniu na ringu, mimice, sposobie poruszania i reagowania na ciosy wyprowadzane przez przeciwnika. Klasa.

sobota, 18 lipca 2015

Ant-Man - recenzja


Od zeszłego roku wyglądało na to, że "Ant-Man" będzie przykrą historią potencjalnie bardzo fajnego filmu, któremu w ostatniej chwili przetrącono kręgosłup. Edgar Wright pracował nad nim od roku 2001 i od zawsze wierzyłem, że jeżeli ktoś mógłby w błyskotliwy sposób zrealizować obciachowy pomysł historii o "Człowieku-mrówce", to właśnie on. W końcu nazwisko Brytyjczyka to pewna marka, Edgar nie ma na koncie złego filmu. No dobra, przyznaję, że debiutanckiego "A fistful of fingers" nie widziałem, ale powiedzmy sobie szczerze, jego reżyserska kariera zaczęła się tak naprawdę, od nakręconego prawie dziesięć lat później "Shaun of the Dead". Od tamtej pory trzaskał, co trzy lata, kolejne filmowe znakomitości.

wtorek, 14 lipca 2015

Terminator: Genisys - recenzja


Ponad tydzień zbierałem się do napisania tego tekstu. Nie wiedziałem jak ugryźć ten film. Wciąż nie do końca wiem. Na pewno "Terminator: Genisys" nie jest tak zły, jak mogła to sugerować bardzo nieudana kampania reklamowa. Na plus można mu odnotować, że był jakiś pomysł na fabułę, podjęto próbę opowiedzenia o Skynecie, rodzinie Connorów i T-800 w świeży sposób. Dobre chęci to jednak za mało, a zalążki ciekawych idei to nie to samo, co udany film.

piątek, 10 lipca 2015

Mad Max - krótko o ewolucji serii oraz twórczości George'a Millera.


Z dwóch powodów warto po latach wrócić do trylogii "Mad Max" z Melem Gibsonem. Po pierwsze, bo te filmy nie zestarzały się aż tak bardzo, jak niektórzy twierdzą. Wciąż dostarczają porządną dawkę rozrywki i ogląda się je z dużą przyjemnością. Po drugie, żeby z zainteresowaniem obserwować ogromną ewolucję, jaką przeszła zarówna filmowa seria, jak i reżyserskie rzemiosło George'a Millera. Pierwsza część to jeszcze kino surowe, nieukształtowana wizja postapokaliptycznego świata, skok w - ówczesną - przyszłość, która może i niejawi się kolorowo, ale to raczej dystopijna rzeczywistość, jak zaorany nuklearną wojną świat. Ten koncept ewidentnie zakiełkował w głowie Millera nieco później i reżyser musiał widzowi trochę dopowiedzieć w prologu drugiej części, żeby jakoś skleić oba filmy ze sobą.

niedziela, 5 lipca 2015

T-Mobile Nowe Horyzonty 2015: Filmy, które musisz zobaczyć.


Tegoroczny program festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty obfituje w perełki oraz filmy warte obejrzenia. Dziesięć dni imprezy (jedenaście, jeżeli liczymy dzień otwarcia) i możliwość zobaczenia w tym czasie 50 filmów, pozornie daje dość czasu, żeby zaliczyć wszystkie tytuły warte uwagi. Nic bardziej mylnego, gdy seanse wyczekiwanych filmów nakładają się na siebie, a żonglowanie kolejnymi pokazami i próba ułożenia harmonogramu, w którym zdołamy "odhaczyć" je wszystkie, zaczyna przyprawiać nas o ból głowy, zaczynamy się uczyć trudnej i bolesnej sztuki wyboru. Tym trudniejszej, że to często filmy szerzej nieznane, musimy bazować więc na mętnych opisach katalogowych, zwiastunach (zakładając, że jest taka możliwość) i własnym instynkcie. W tym roku mam to szczęście, że kilkanaście dobrych filmów mogłem już na wstępie skreślić z listy, bo widziałem je w Cannes. Gdyby nie to, to nie wiem, jak poradziłbym sobie z upchaniem ich do mojego i tak już absurdalnie napiętego harmonogramu. Ponieważ w przepastnym programie Nowych Horyzontów łatwo się pogubić i przeoczyć coś ciekawego, postanowiłem zrobić dobry uczynek i wskazać kilkanaście tytułów, które warto zobaczyć. Mam nadzieję, że okaże się to dla Was pomocne przy układaniu własnych harmonogramów.

czwartek, 2 lipca 2015

Knock, Knock - recenzja


Taka sytuacja. Żona z dziećmi poza domem. Przez weekend jest robota do wykonania. Na zewnątrz leje jak z cebra. Akcesoria już nabite ziołem. Wieczór się rozpoczyna. I nagle ktoś puka do drzwi. Nie byle kto, bo dwie zagubione ślicznotki przemoczone do suchej nitki. Krótka rozmowa i już są w domu, kubek czegoś ciepłego do picia na dobru początek, mokre ubrania trafiają do suszarki, nagie ciała okrywają tylko szlafroki, rozpoczyna się flirt. Jednostronny, bo im bardziej dziewczyny kleją się do bohatera, robią maślane oczy, komplementują jego muskulaturę, wygląd i gust muzyczny, tym bardziej on czuje się niezręcznie i stara trzymać na dystans. Jego silna wola rozpada się jednak na kawałki, gdy dziewczyny stają przez nim nagie i używają argumentu ostatecznego – podwójnego fellatio. Następnego dnia bohater odkrywa, że należało je wyrzucić za drzwi i odpalić youporn. Młode kobiety okazują się socjopatkami i przystępują do psychicznego oraz fizycznego znęcania się nad bohaterem. Rozpoczyna się weekendowa zabawa w kotka i myszkę. A wystarczyło nie bawić się myszkami (przepraszam, nie mogłem się powstrzymać).