To ten rodzaj filmu, który mógł nakręcić tylko młody, nieustraszony filmowiec, jeszcze nie przejmujący się regułami gry oraz gatunkowymi ograniczeniami, śmiało żonglować nieprzystającymi do siebie elementami i wyjść z tego obronną ręką. "Earl i ja, i umierająca dziewczyna" wymyka się prostym łatkom. Na pierwszy rzut oka, jest to tegoroczna wersja filmu "Gwiazd naszych wina". Jest błyskotliwy młody chłopak i umierająca nastolatka, przygotowująca się właśnie do rozpoczęcia chemioterapii, która wyniszczy jej ciało i ducha. To jednak mylny trop. Filmy dzieli przepaść, nie ma tutaj nawet śladu po nastoletniej egzaltacji i ckliwości wymierzonej w serca nastoletnich dziewczynek, cechujących zeszłoroczną dramę dla młodzieży. Sporo natomiast jest sarkastycznego spojrzenia na licealną rzeczywistość, sprytnych spostrzeżeń na temat szkolnych grup społecznych, mamy zabawny portret współczesnych "wyluzowanych" rodziców oraz zadziorne łamanie przyzwyczajeń widza.
Me and Earl and the Dying Girl (Earl i ja, i umierająca dziewczyna) - recenzja
To ten rodzaj filmu, który mógł nakręcić tylko młody, nieustraszony filmowiec, jeszcze nie przejmujący się regułami gry oraz gatunkowymi ograniczeniami, śmiało żonglować nieprzystającymi do siebie elementami i wyjść z tego obronną ręką. "Earl i ja, i umierająca dziewczyna" wymyka się prostym łatkom. Na pierwszy rzut oka, jest to tegoroczna wersja filmu "Gwiazd naszych wina". Jest błyskotliwy młody chłopak i umierająca nastolatka, przygotowująca się właśnie do rozpoczęcia chemioterapii, która wyniszczy jej ciało i ducha. To jednak mylny trop. Filmy dzieli przepaść, nie ma tutaj nawet śladu po nastoletniej egzaltacji i ckliwości wymierzonej w serca nastoletnich dziewczynek, cechujących zeszłoroczną dramę dla młodzieży. Sporo natomiast jest sarkastycznego spojrzenia na licealną rzeczywistość, sprytnych spostrzeżeń na temat szkolnych grup społecznych, mamy zabawny portret współczesnych "wyluzowanych" rodziców oraz zadziorne łamanie przyzwyczajeń widza.
