niedziela, 17 grudnia 2017

The Place - recenzja


Nowy film Paolo Genovese, autora „Dobrze się kłamie w miłym w towarzystwie” (jeżeli ktoś jeszcze nie widział to warto nadrobić, pisałem o tym filmie tutaj: klik). I tym razem Genovese nie musiał się za wiele nalatać ze sprzętem, bo akcja ponownie ma miejsce w jednej lokacji, tytułowej restauracji. Film jest początkowo zagadkowy, ale szybko łapiemy, o co chodzi i jakie są zasady. W rzeczonej restauracji, zawsze przy tym samym stoliku, siedzi tajemniczy mężczyzna. Przychodzą do niego kolejni bohaterowie, którzy dzielą się z nim swoimi problemami i mówią, co chcieliby zmienić w swoim życiu. On skrzętnie wszystko zapisuje w notatniku, a następnie zleca różne zadania, których wykonanie ma zagwarantować otrzymanie tego, czego się pragnie. Jedna bohaterka poszukuje Boga, druga pragnie być piękna, trzecia chciałaby, żeby małżonek został wyleczony z Alzheimera, ktoś pragnie ocalić chore dziecko, ktoś inny ocalić syna przed zmarnowaniem sobie życia, a jeden facet chciałby się po prostu przespać z urodziwą kobietą z plakatu. Niemal wszyscy dostają niewygodne zadania: masowe morderstwo, zabójstwo dziecka, zgwałcenie niewinnej kobiety, zatuszowanie jakiejś zbrodni, czy też kradzież dużej sumy pieniędzy. Wszyscy są skonfliktowani moralnie, ale nie odrzucają jednoznacznie swoich zleceń, ciągle wracają do mężczyzny, żeby się z nim targować, spróbować zamienić zadanie na coś innego, albo podzielić się z postępami przygotowań do niego.

Nie wiadomo, kim jest ów tajemniczy mężczyzna. Szatan? Bóg? Wysłannik, któregoś z nich? Demon? Anioł? A może po prostu pośrednik oferujący kontakt z jakąś Siłą Wyższą? Wiadomo natomiast, że nie jest jakimś hochsztaplerem i cokolwiek robi zdaje się to działać, bo świadczą o tym wydarzenia z życia bohaterów. Skąd jednak dowiedzieli się o nim? Skąd mają pewność, już na wstępie, że warto mu zaufać? Nie wiadomo. Musimy to zaakceptować, albo nie, podobnie jak odsunąć na bok kilka nurtujących pytań, na przykład o to, dlaczego nikogo nie dziwi, że całymi dniami przesiaduje przy tym samym stoliku i przyjmuje kolejnych obcych ludzi. Kelnerka wieczorami zagaduje do niego, ale nie sprawia wrażenia, jakby przeszło jej przez myśl, że obok niej dzieje się coś niepokojącego.


„The Place” na papierze może brzmieć intrygująco, ale to w gruncie rzeczy koncept mało filmowy, bliższy sztuce teatralnej, jak kinowemu przeżyciu. Wymieniają się twarze, ale w gruncie rzeczy jest to cały czas o tym samym, o dwójce ludzi rozmawiających ze sobą w kawiarni. Przez 105 minut. I z całą pewnością nie jest to tak zgrabnie napisane jak „Kawa i papierosy”. Kilka razy podczas seansu rodziło to we mnie bunt, ale zarazem byłem ciekawy, co dalej z tego wyniknie, tym bardziej, że niektóre wątki zaczęły się ze sobą przeplatać. Wszystko oczywiście dzieje się w naszej wyobraźni, bo nawet na moment nie opuszczamy okolic restauracji, którą czasem zobaczymy z zewnątrz, ale nigdy nie przeniesiemy się z kamerą gdzieś dalej. O istotnych wydarzeniach z życia bohaterów dowiadujemy się więc z przekazów ustnych.

Jeżeli zainteresowaliście się „The Place” ze względu na „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” to możecie poczuć się nieco rozczarowani. Nie jest to urocza komedia, która z czasem ewoluuje, żeby zacząć dotykać mroczniejszych tematów i zaprezentować dość ponury obraz długoletnich związków. Wprawdzie nagromadzenie tragicznych wydarzeń i szokujących odkryć było tam przesadzone, ale przez to tempo filmu, pomimo osadzenia akcji w jednym miejscu, było idealne, a historia wciągała. „The Place” bywa niemrawe, dyskusje są chwilami ospałe, a ponieważ wszystkich informacji dowiadujemy się z dialogów, warto ich słuchać z uwagą, ale przecież uczestniczyć w słuchowiskach wolelibyśmy przy radiu, a nie dużym lub małym ekranie. Całe szczęście, że przynajmniej zagrane jest to dobrze, pojawia się kilka twarzy znanych z poprzedniego filmu Genovese, ale nie tylko oni wykonują tutaj dobrą robotę.

Nie jest to zły film, nie odradzałbym seansu, bo jest to jednak dość ciekawa historia, próbująca opowiedzieć coś o ludzkiej moralności, ale też nikomu nie poleciłbym go, bo seans łatwo może się przerodzić w katorgę i powodować irytację jeżeli nie zaakceptujemy przegadanej i statycznej formy w jakiej postanowiono to opowiedzieć.

0 komentarzy:

Publikowanie komentarza