sobota, 3 marca 2018

Oskary 2018: nadzieje i przewidywania



Już jutro wieczorem kolejne oskarowe rozdanie. Poniżej rozpisałem się na ten temat w sposób nieprzyzwoity, więc żeby nie pogarszać sprawy i nie nadwyrężać cierpliwości czytelników, przejdźmy do rzeczy bez zbędnych wstępów.


NAJLEPSZY FILM

Nominowani:

Tamte dni, tamte noce
Czas mroku
Dunkierka
Uciekaj!
Lady Bird
Nić widmo
Czwarta władza
Kształt wody
Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri

Chciałbym, żeby Oskar trafił do:

„Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri”, bo to już dzieło dojrzałego twórcy, pokorniejsze, bardziej stonowane, ale bynajmniej niewykastrowane z tego, co czyniło jego dotychczasowe filmy tak ekscytującymi. W świecie McDonagha nic nie jest czarno-białe, chętnie wywleka przywary bohaterów, ale w zaskakująco naturalny sposób potrafi również odkrywać powoli przed widzem delikatne cechy ich osobowości, skrywane dobro i ciepło. Gdy już wydaje się, że rozpracowaliśmy klimat filmu i kierunek obrany przez scenarzystę, ten zaczyna zaskakiwać, czasem na poziomie fabuły, a czasem nagłymi zmianami dynamiki i nastroju rozmów oraz interakcji pomiędzy postaciami. Później ciężko już przewidzieć w jakim konkretnym kierunku podąży ta historia, ale chociaż wyłamuje się schematom i ucieka łatwym odpowiedziom, wszystko to wypada szczerze, naturalnie i wynika jasno z fabuły.

Wydaje mi się, że Oskar trafi do:

Mocna lista. „Nić widmo” pewnie niczego istotnego nie ugra w tym roku, ale to fantastyczny film, a Paul Thomas Anderson w szczytowej formie. Nie jest to jednak efekciarskie kino, wręcz przeciwnie, subtelne, delikatne, powolne, zbyt łatwo się od niego odbić żeby można się było spodziewać zwycięstwa. Członkowie Akademii mogą natomiast zaskoczyć dwoma tytułami: „Uciekaj!” i „Lady Bird”. Nie jestem specjalnym fanem filmu Jordana Peele’a. Nie przeczę, stanowi intrygujące połączenie kina grozy z komedią i jest to pokręcona historia bazująca na tajemnicy, która pobudza widza do zgadywania. Dziwny nastrój, fajne pojedyncze sceny, ale to w zasadzie tyle, kilka miesięcy temu nawet nie pomyślałbym, że ma szansę na zgarnięcie nominacji w najważniejszej oskarowej kategorii. Jest to jednak tematyka, która inaczej rezonuje w Stanach Zjednoczonych, a zatem wybór tego filmu byłby nie tylko decyzją artystyczną, ale też polityczną deklaracją. W ostatnich latach zadbano o to, żeby w skład członków Akademii Filmowej weszła większa liczba czarnoskórych artystów, co w połączeniu z tym, że również wielu ich białych kolegów i koleżanek po fachu zachwycała się „Uciekaj!”, może zaowocować zaskakującą decyzją.

Z podobnych powodów może dojść do wyboru „Lady Bird”, który zdecydowanie nie jest najlepszym tytułem z wyżej wymienionych, ale w świetle tego, co się działo przez ostatnie miesiące (#MeToo oraz trwająca od lat dyskusja o równych płacach w Hollywood, a także większym zatrudnieniu kobiet na reżyserskich stanowiskach) również może to zaowocować wygraną podyktowaną polityczną deklaracją. Greta Gerwig jest dość lubianą i szanowaną aktorką, która zjadła zęby na planach mniejszych, ambitniejszych produkcji, nie jest więc wykluczone, że z samej sympatii powędruje do niej sporo głosów.

Najprawdopodobniej walka rozegra się jednak pomiędzy „Trzema Billboardami...”, a „Kształtem wody” i będzie to bardzo wyrównane starcie. W ostatnich tygodniach obydwa filmy wzbudziły nieco kontrowersji, jeden został oskarżony o przedstawianie w sympatyczny sposób rasistowskiego bohatera, drugi natomiast o plagiat sztuki sprzed dekad oraz holenderskiego filmu krótkometrażowego. Szczególnie problemy tego drugiego mogą zaważyć na końcowym wyniku, szczególnie jeżeli głosujący nie zadadzą sobie trudu żeby poznać wszystkie szczegóły tej nieoczywistej sprawy. Wydaje mi się, że statuetka trafi więc do „Trzech Billboardów...”, ale wyborem tego drugiego filmu również nie byłbym zaskoczony.


NAJLEPSZY AKTOR PIERWSZOPLANOWY:

Nominowani:

Timothy Chalamed – Tamte dni, tamte noce
Daniel Day-Lewis – Nić widmo
Daniel Kaluuya – Get Out
Gary Oldman – Czas mroku
Denzel Washington – Romans J. Israel Esquire

Chciałbym, żeby Oskar trafił do:

Obawiałem się trochę, że potencjalny Oskar dla Gary’ego Oldmana za rolę Churchilla będzie „skażony”. Chciałbym oczywiście, żeby ten znakomity aktor został w końcu nagrodzony, ale wolałbym gdyby zgarnął go za występ, który na to zasługiwał. Patrząc na pierwsze zdjęcie w pełnej charakteryzacji i zwiastun filmu, nie miałem wątpliwości, że ten sezon nagród będzie należeć do niego. Jednocześnie martwiłem się, że będzie to cała seria nagród przyznawanych za całokształt kariery oraz imponujący kostium.

Film wszelkie wątpliwości rozwiewa jednak już w pierwszych minutach. Oldman może i ukrywa się pod toną makijażu, ale jego charyzma i osobowość jest wyczuwalna w każdej scenie. Wielka to zasługa fenomenalnej pracy głosem, gdyby nawet nałożono na niego czarny koc, ale obdarzono kwestiami Churchilla, dalej przyciągałby uwagę odbiorcy. Osoby odpowiedzialne za kostium i charakteryzację wykonali mistrzowską robotę. Nigdy nie rozpraszał mnie, pozwalał aktorowi na operowanie mimiką twarzy i zachowanie w tym „siebie”, łatwo więc było zapomnieć o kostiumie. Gary Oldman daje tutaj popis talentu, jest to oczywiście „oskarowa rola”, ale nie wyczuwam w tym wyrachowania, za to wybitny warsztat aktorski. Oby w końcu doczekał się tej cholernej statuetki.

Wydaje mi się, że Oskar trafi do:

Zdecydowanie Gary Oldman, każda inna decyzja byłaby największym tegorocznym zaskoczeniem, ale chyba też i rozczarowaniem. Timothée Chalamet jest wprawdzie rewelacyjny w „Tamtych dniach, tamtych nocach”. Młody aktor operuje subtelnymi środkami gry aktorskiej, jest równie przekonujący jako młody bystrzacha, co wrażliwy młody człowiek, przeżywający pierwsze poważne emocje w życiu, a ostatnia scena z jego udziałem pozostaje z widzem długo po seansie. Nie jest to jednak jego rok, trafił na zbyt mocną konkurencję, bo walczy nie tylko z doskonałymi rolami, ale też budowaną przez lata opinią. I z tego powodu jedynym poważnym rywalem dla Oldmana może być Daniel Day-Lewis, który jest w zasadzie taką męską Meryl Streep - żyjącą legendą kina. „Nić widmo” to nie jest jego najlepsza rola w karierze, ale nie jest to też przeciętna kreacja, a co więcej, jest to najprawdopodobniej ostatni występ w karierze (pozwolę sobie być sceptycznym w tej kwestii) więc członkowie Akademii mogą wywinąć numer i wybrać jego. Nie wierzę w to jednak, jestem przekonany, że tegoroczne rozdanie będzie należeć do Oldmana.


NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA:

Nominowane:

Sally Hawkins – Kształt wody
Francis McDormand – Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri
Margot Robbie – Ja, Tonya
Saoirse Ronan – Lady Bird
Meryl Streep – Czwarta władza

Chciałbym, żeby Oskar trafił do:

Frances McDormand za „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri”. Mildred jest siłą natury, niewzruszoną, charyzmatyczną wojowniczką, która zmiata wszystko, co stanie jej na drodze. McDormand to aktorka ekstraklasy, która nigdy nie odwala pańszczyzny i nawet z planu „Transformersów” potrafi zejść niepoturbowana (a co najwyżej zażenowana), więc gdy dostaje coś tak doskonale napisanego, jak scenariusz filmu „Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri”, można sobie łatwo wyobrazić efekt finalny. Jakby ktoś cierpiał na ubogą wyobraźnię to służę odpowiednim sformułowaniem – miazga.

Wydaje mi się, że Oskar trafi do:

Bardzo mocna kategoria, wszystkie cztery nominowane (bo Streep to już dostaje chyba automatycznie za fakt bycia Meryl Streep) w gruncie rzeczy zasługują na wygraną. Wydaje mi się, że wygra Frances McDormand, ale Sally Hawkins jest poważną rywalką i osobiście miałbym problem z wyborem pomiędzy nimi. Hawkins jest fantastyczna, przy pomocy tylko mimiki i gestykulacji tworzy wspaniałą postać, która jest niewinna, urocza i zabawna, ale też zadziorna, charakterna i seksualna. W samych jej oczach potrafi skrywać się zarówno opiekuńczość i ciepło, jak i również namiętność, a chwilami wręcz zwierzęce pożądanie. Gdybym miał teraz wybierać, miałbym poważny problem, ale chyba jednak wskazałbym na Frances, bo strasznie lubię ją jako osobę i nie mogę się doczekać jej reakcji na wygraną. Jeżeli wygra jednak Sally to nie będę rozdzierać szat, pokiwam głową ze zrozumieniem, bo to doskonała rola. Jedno jest jednak pewne, w tym roku młodość musi ustąpić doświadczeniu, Margot Robbie i Saoirse Ronan jeszcze muszą poczekać na swoją kolej. Szczególnie szkoda tej pierwszej, bo przy słabszej konkurencji miałaby pewną statuetkę.


NAJLEPSZY AKTOR DRUGOPLANOWY:

Nominowani:

Willem Dafoe – Florida Project
Woody Harrelson – Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri
Richard Jenkins – Kształt Wody
Christopher Plummer – Wszystkie pieniądze świata
Sam Rockwell – Trzy Billboardy za Ebbing, Missour


Chciałbym, żeby Oskar trafił do:

Sam Rockwell, bo jego kolega z planu (Woody Harrelson) jest wprawdzie równie dobry, ale to bohater Rockwella przechodzi w tym filmie największą ewolucję, chociaż jest to paradoksalnie bardzo subtelna przemiana, która została pierwszorzędnie rozplanowana, poprowadzona i odegrana przez aktora.

Wydaje mi się, że Oskar trafi do:

Sam Rockwell. I tyle, chyba nie ma najmniejszej wątpliwości, że w tym roku to on zgarnie Złotego Rycerza, bo większość rozdań w tym sezonie nagród filmowych należało do niego. Całkiem zasłużenie.


NAJLEPSZA AKTORKA DRUGOPLANOWA:

Nominowane:

Mary J. Blige – Mudbound
Allison Janney – Ja, Tonya
Leslie Malfive – Phantom Thead
Laurie Metcale – Lady Bird
Octavia Spencer – Kształt wody


Chciałbym, żeby Oskar trafił do:

W tym roku kategorię zdominowały role matek. Szczególnie zawzięta walka rozegra się zapewne pomiędzy Allison Janney i Laurie Metcale. Osobiście kibicować będę Janney, która dostała bardziej wyrazistą postać, co ułatwiło jej zadanie, ale też uczyniło bohaterkę ciekawszą dla odbiorcy. Janney w tym filmie to chodzącej spalarnia nikotyny, złośliwa, jędzowata i wulgarna tupeciara, która chyba szczerze wierzy w to, że działa zawsze na korzyść zmaltretowanej córki.

Wydaje mi się, że Oskar trafi do:

Allison Janney z powodów, które wymieniłem powyżej, ale nie bez szans jest również wspomniana Laurie Metcale.


NAJLEPSZY REŻYSER:

Nominowani:

Christopher Nolan – Dunkierka
Jordan Peele – Get Out
Greta Gerwig – Lady Bird
Paul Thomas Anderson – Nić widmo
Guillermo del Toro – Kształt wody

Chciałbym, żeby Oskar trafił do:

Guillermo del Toro, bo „Kształt wody” to pięknie i płynnie opowiedziana historia, a to zasługa właśnie sympatycznego Meksykanina. Jest to film niezaprzeczalnie w jego stylu, kolejny raz stanowiący świadectwo ogromnej miłości do potworów i dziwadeł, bardzo hollywoodzki, baśniowy, nostalgiczny, puszczający oko do klasyki kina, ale zarazem też bardzo niehollywoodzki, bo mroczny, brutalny, rozerotyzowany. Wątpię żeby w przyszłości Guillermo zdołał stworzyć jeszcze coś tak bardzo popularnego, zachowującego jednocześnie jego unikatowy styl, trafiającego przy tym idealnie w stronę wizualną, wspartego świetnym soundtrackiem i kreacjami aktorskimi. Nie jest to historia oryginalna (stąd tyle zarzutów o plagiat, bo reżyser czerpał z pomysłów, które w popkulturze pojawiały się od dekad), ale opowiedziana tak, że można o tym zapomnieć. Jest to jego najlepsza szansa w życiu na zdobycie statuetki, jeżeli nie wygra teraz to prawdopodobnie już nigdy. Wydaje mi się, że to chyba jego czas. To powinien być jego czas.

Wydaje mi się, że Oskar trafi do:

Guillermo del Toro z powodów podanych wyżej, ale członkowie Akademii mogą jeszcze zaskoczyć wyborem Grety Gerwig albo Jordana Peele’a. W pierwszej kategorii podałem już przyczyny, które mogłyby stać za taką decyzją (bo nie uważam, żeby zasługiwali na nagrodę), a jak się nad tym zastanowić to w zasadzie jest większa szansa, że wyróżniono by w takim przypadku twórcę zamiast całego dzieła. Jestem zaskoczony, że pominięto Luca Guadagnino i Martina McDonagha, bo gdyby ich nazwiska widniały na powyższej liście to stawiałbym ich szanse bardzo wysoko. Cieszy mnie, że Christopher Nolan doczekał się w końcu swojej pierwszej (!) nominacji, w pełni zasłużonej, bo to skomplikowany projekt, kręcony w ciężkich warunkach, a imponujący od strony technicznej i realizacyjnej. Nie sądzę jednak, żeby to był jego rok, już prędzej zostałby nagrodzony Anderson, który wciąż czeka na swoją pierwszą statuetkę. Cieszyłbym się z jego wygranej, ale wydaje mi się, że ponownie będzie musiał obejść się smakiem.


NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY:

Nominowani:

I tak cię kocham
Get Out
Lady Bird
Kształt wody
Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri

Chciałbym, żeby Oskar trafił do: Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri
Wydaje mi się, że Oskar trafi do: Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri

„Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri” jest zdecydowanie najlepsze z tej piątki. O tym, że McDonagh ma talent do pisania wpadających w ucho, efekciarskich dialogów, doprawionych humorem, błyskotliwymi puentami i soczystymi bluzgami, wiadomo od pierwszego filmu. Niewielu scenarzystów potrafi wulgaryzmami operować niczym poezją, nadając im rytmikę i odpowiednią dynamikę, ale unikając przy tym prostactwa. McDonagh opanował to do perfekcji, a McDormand rozsmakowuje się w każdym przekleństwie niczym w smakołyku, czasem pozwalając wybrzmieć pojedynczej obeldze, ale za to dobitnej, żeby w kolejnej scenie wystrzelić z siebie długą wiązankę nastawioną na oszołomienie ofiary ilością wulgaryzmów.

Jeżeli coś może zagrozić temu filmowi w tej kategorii to chyba tylko „Lady Bird”, które prawdopodobnie nie zgarnie żadnej innej statuetki, ewentualnie „Get Out”. „I tak cię kocham” jest sympatyczne, ale nie dość dobre, a nagrodzenie „Kształtu wody” za jego najsłabszy element nie jest wprawdzie zupełnie niemożliwe, nie świadczyłoby to jednak najlepiej o członkach Akademii. Sama nominacja już zresztą jest dziwną decyzją.


NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY:

Nominowani:

Tamte dni, tamte noce
The Disaster Artist
Logan: Wolverine
Gra o wszystko
Mudbound

Chciałbym, żeby Oskar trafił do: Tamte dni, tamte noce
Wydaje mi się, że Oskar trafi do: Tamte dni, tamte noce

Wyróżnienie „Logana” było przyjemną niespodzianką, ale raczej nie należy traktować go jako poważnego kandydata. Pozostałe trzy filmy to dobre scenariusze, każdy z różnych powodów nie jest zupełnie bez szans na wygraną, ale „Tamte dni, tamte noce” to materiał stojący o półkę wyżej. Film portretuje rodzące się gejowskie uczucie, ale unika typowych dramatów i sensacyjnej otoczki często występującej w historiach o takiej tematyce, skupiając się za to na zniuansowanej relacji pomiędzy dwójką bohaterów, ale też poświęcając wystarczająco dużo uwagi postaciom pobocznym, żeby tchnąć życie w otaczający ich świat i nadać mu kolorytu.


NAJLEPSZY FILM NIEANGLOJĘZYCZNY:

Nominowani:

Fantastyczna kobieta
L'insulte
Dusza i ciało
Niemiłość
The Square

Chciałbym, żeby wygrało „The Square”, bo są w tym filmie sceny prawdziwe magnetyzujące, gdy czas się zatrzymuje, świat przestaje istnieć, a widz zostaje przykuty do ekranu, z fascynacją obserwując wydarzenia i zastanawiając się w jakim kierunku to dalej podąży. Zupełnie nie jestem jednak w stanie wskazać tytułu, który wygra. W przeszłości Oskar często trafiał do zaskakującego tytułu, ciężko więc przewidzieć, co członkom Akademii spodobało się najbardziej (albo co w ogóle raczyli zobaczyć) z powyższej piątki. Sam jeszcze nie widziałem „L'insulte” oraz „Fantastycznej kobiety”, którą niestety zignorowałem podczas zeszłorocznych Nowych Horyzontów. Nie bez szans wydaje się być „Niemiłość”, a „Dusza i ciało” byłaby sympatyczną niespodzianką.


NAJLEPSZY DŁUGOMETRAŻOWY FILM ANIMOWANY:

Nominowani:

Twój Vincent
Ferdinand
Dzieciak rządzi
The Breadwinner
Coco

Chciałbym, żeby Oskar trafił do: Twój Vincent
Wydaje mi się, że Oskar trafi do: Coco

Cieszyłaby mnie wygrana „naszego” filmu, zwłaszcza oferującego tak niepowtarzalną, plastyczną i piękną stronę formalną, ale nie mam najmniejszych wątpliwości, wygra „Coco”. Nieamerykański film miałby problem z wygraniem ze słabszym filmem Pixara, a co dopiero z „Coco”, zachwycającego najwyższym kunsztem w operowaniu zarówno przepiękną stroną wizualną, jak też emocjonalną.


NAJLEPSZE ZDJĘCIA:

Nominowani:

Dunkierka
Mudbound
Kształt wody
Blade Runner 2049
Czas mroku

Chciałbym, żeby Oskar trafił do: Blade Runner 2049
Wydaje mi się, że Oskar trafi do: Blade Runner 2049

Konkurencja jest zacna, mógłbym dużo dobrego napisać o każdym z nominowanych, ale chyba nie muszę nikogo przekonywać, że w tym roku wygrać musi „Blade Runner 2049”. O tym, że Roger Deakins jest doskonałym operatorem wiadomo nie od dziś, nigdy nie miał jednak szczęścia do Oskarów, trzynaście razy był nominowany, trzynaście razy musiał obejść się smakiem. I chociaż można jeszcze zrozumieć jego niefart w ostatnich latach, gdy musiał ustępować miejsca Emmanuelowi Lubezkiemu, odstawiającego niesamowite piruety z kamerą przy swoich firmowych długich ujęciach, tak niektóre decyzje z wcześniejszych lat był dość dyskusyjne. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby tym razem mogło paść na kogoś innego. „Blade Runner 2049” wygląda przepięknie w praktycznie każdej możliwej scenie. I nie jest to tylko powielanie neonowej estetyki z pierwszego filmu. W filmowej rzeczywistości minęło od tamtej pory 30 lat, co ma swoje przełożenie na stronę wizualną, której bliżej teraz świetlistym scenografiom z filmu „Tron: Dziedzictwo” oraz jednolitym kolorystycznie realiom postapokaliptycznego pozamiejskiego krajobrazu z filmów Richarda Stanleya („Hardware”). Jest to nie tylko film cudnie skadrowany i nakręcony, ale też oświetlony. Nie brakuje ujęć w dziennym świetle (najczęściej przebijającym się przez jakiegoś rodzaju naturalną osłonę - mgłę, dym, deszcz, śnieg), ale najbardziej zapadają w pamięci te w pomieszczeniach skąpanych w mroku, który otula oświetloną przestrzeń. Kapitalna jest również scena, gdy jedynym źródłem światła jest futurystyczny Peugeot, dosłownie tonący w mroku, który skrywa tony wzburzonej wody. Nie ma innej opcji, w tym roku to już musi być Deakins.

I na tym w zasadzie zakończę ten nieprzyzwoicie długi tekst, bo próba dalszego opisywania wszystkich kategorii technicznych mogłaby zakończyć się podwojeniem jego objętości, a byłoby to już przesadnym testowaniem cierpliwości czytelników.

0 komentarzy:

Publikowanie komentarza