czwartek, 14 maja 2015

Mad Max: Fury Road - recenzja


Od dziś w każdym słowniku pod hasłem: „intensywny” powinien widnieć plakat nowego Mad Maxa. Od rozpoczęcia filmu, do pierwszej sceny akcji - która prowadzi do kolejnych, a te do kolejnych, przeplatanych krótkimi sekwencjami wprowadzającymi w realia postapokaliptycznej rzeczywistości – mija jakieś, hmm, 60 sekund? Dwie minuty max, licząc z logiem wytwórni, które jest atrakcją samo w sobie. A dalej jest już tylko coraz szybciej, głośniej, mocniej, można się spocić z wrażenia.

poniedziałek, 11 maja 2015

Unfriended (Cybernatural) - recenzja


Dowód na to, że z formuły found footage da się jeszcze wycisnąć coś ciekawego, a w horrorze można bez żenady poruszyć bieżący problem społeczny. Prawdę mówiąc, gdy pierwszy raz zobaczyłem w kinie zwiastun filmu "Unfriended" (znany też pod tytułem "Cybernatural") to początkowo myślałem, że oglądam reklamę społeczną na temat cyber-przemocy.

piątek, 8 maja 2015

Black Mirror (Czarne lustro) - serial


W zeszły weekend postanowiłem, że sięgnę po jakiś nowy serial. Kryterium wyboru było proste: coś, co zdołam obejrzeć w całości przed zbliżającą się niedzielą, bo od przyszłego tygodnia to wiadomo, Cannes. Zasięg poszukiwań w naturalny sposób ograniczyłem więc do produkcji brytyjskich. Angielskie seriale mają to do siebie, że jeżeli się uprzeć, to przy jednym wieczornym posiedzeniu można zaliczyć cały sezon. "Sherlock" i "Luthor" już od dawna zaliczone, więc poleciał kolejny tytuł z listy rzeczy do nadrobienia - "Black mirror".

wtorek, 28 kwietnia 2015

Avengers: Age of Ultron (Avengers: Czas Ultrona) - recenzja


Joss Whedon od miesięcy zapowiadał, że „Avengers: Czas Ultrona” zakończy jego przygodę z serią. Ciężko mu się dziwić, realizacja tak skomplikowanego projektu wymaga ogromnej pracy i poświęcenia dużej ilości czasu na coś, co i tak nie będzie "swoim" filmem. Nie ma co się czarować, Marvel daje dużą swobodę reżyserom, pozwala im odcisnąć na filmach autorskie piętno, ale wartością nadrzędną pozostaje jednak dbałość o zachowanie spójności z wykreowanym uniwersum, w tym z tytułami, które dopiero nadejdą. Jeżeli reżyser zdoła, w oparciu o odgórne wytyczne, stworzyć coś "autorskiego", to dobrze dla niego, jeżeli nie, no cóż, kończy jak Edgar Wright.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Child 44 (System) - recenzja


Film już praktycznie został zlinczowany przez zachodnich krytyków. Narodowość odbiorcy jest jednak w tym przypadku nie bez znaczenia i warto nie zrażać się opiniami osób spoza obszaru dawnego Układu Warszawskiego. Nie jest to bynajmniej niedoceniona perełka, o nie, ale doświadczenia historyczne nadają mu dodatkowej wartości, która ucieka widzom urodzonym w krajach angielskojęzycznych. Przede wszystkim jest to ponury obraz miejsca, w którym traumy wojenne, świeża pamięć widma głodowej śmierci, która zabrała za wschodnią granicą tak wiele istnień oraz wieloletnie życie pod batem opresyjnego rządu, wypaczyły społeczne relacje. Filmowy Związek Radziecki zaludniony jest przez ludzi, którzy żyją w strachu, nędzy i paranoi. Patrzą więc na wszystkich wrogo, traktując każdego, jako potencjalnego donosiciela, oprawcę, albo frajera do oskubania. W pewnym stopniu przywołuje to skojarzenie z ponurą poetyką twórczości Smarzowskiego, ale podczas, gdy u Polaka rzeczywistość napędzana jest oparami wódki, tak u Szweda zanurzamy się po prostu w zwykłej biedzie i szarzyźnie sowieckiego krajobrazu.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Cannes 2015 - program


Ależ mnie ucieszyła opublikowana dziś lista filmów, jakie będzie można obejrzeć w Cannes. Pierwsza pozytywna wiadomość padła już kilka tygodni temu, gdy oświadczono, że przedpremierowo wyświetlony zostanie "Mad Max: Fury Road". Martwiłem się trochę, że przez wypad na festiwal ucieknie mi możliwość zobaczenia tego wizualnego majstersztyku na dużym ekranie. A tu proszę, obejrzę dzień wcześniej od reszty świata, a może nawet i dwa dni, jeżeli pokaz dla prasy będzie już w środę (w zeszłym roku tak było z "Grace of Monaco"). No, ale to tylko taki przyjemny bonus, w końcu nie dla Mad Maxa leci się do Cannes...

czwartek, 9 kwietnia 2015

While we're young - recenzja


Najlepszy film Woody Allena od lat. Pewnie dlatego, że chuderlawy nowojorczyk niemiał z nim nic wspólnego. A przynajmniej nie TEN chuderlawy nowojorczyk, bo Noah Baumbach również nie należy do mężczyzn przesadnie masywnych, a Wielkie Jabłko też widnieje w jego dokumentach jako miejsce urodzenia. Noah zresztą nie od dziś jest zestawiany z Woodym, dziwnym nie jest, artysta z upodobaniem opowiada o neurotykach, ceni sobie humor słowno-sytuacyjny, lubi rozwodzić się nad egzystencjalizmem, tematyką związków krótko i długodystansowych oraz koncepcją starzenia się, a i Vivaldim lubi czasem "przywalić". Poprzednim filmem, "Frances Ha", udowodnił, że tkwi w nim duży potencjał i któregoś dnia może zbliżyć się poziomem do starszego kolegi po fachu w okularach, gdy ten był u szczytu kariery. To jeszcze nie jest ten dzień, co nie znaczy, że jego nowego filmu nie warto obejrzeć.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Furious 7 (Szybcy i wściekli 7) - recenzja


Jestem nieco zagubiony przy próbie oceny tego filmu. Od strony rozrywkowej petarda, od strony fabularnej, no cóż... Seria nigdy nie należała do nadto realistycznych, a w ostatnich odsłonach praktycznie wywrócono prawa fizyki na lewą stronę, z czego zresztą zdołano uczynić zaletę. Był to jednocześnie pewnego rodzaju test inicjacyjny. Jeżeli przełkniesz wślizg samochodem pod podskakującą jak piłeczka ping-pongowa cysterną (4), dwa dodgery holujące przy zawrotnej prędkości przez centrum miasta kilkutonowy sejf (5) albo pościg po kilkunastokilometrowym pasie lotniska (6), to jesteś przyjęty do klubu i możesz cieszyć się z uczestnictwa w jednej z najbardziej odjechanych kinowych przygód ostatnich lat. Może to kwestia nowego reżysera, ale siódma odsłona poszła o krok dalej i już zupełnie zapomniano o używaniu hamulców. Zarówno metaforycznie, jak i fizycznie. W jednej scenie to nawet dosłownie, gdy Vin Diesel z lekkim zaniepokojeniem stwierdza: "nie działają", co jest lekkim utrapieniem, gdy siedzisz w środku rozpędzonego samochodu (osiągającego rekordowe prędkości), znajdujesz się na szczytowym piętrze drapacza chmur i przebijasz się przez okno do sąsiadującego z nim budynku, a później do następnego, a nieprzyjaciel strzela w tym czasie do ciebie z granatnika...

niedziela, 15 marca 2015

Fifty Shades of Grey (Pięćdziesiąt twarzy Greya) - recenzja


"Pięćdziesiąt twarzy Greya" wywołało przedziwną histerię. Od kilku tygodni krytycy, blogerzy i zwykli kinomaniacy licytują się na zgryźliwe komentarze oraz złośliwe recenzje opatrzone ekstremalnie niskimi notami. Film jest znienawidzony przez wszystkich, a każdy chce do tego udowodnić, że nie podobał mu się jeszcze bardziej jak poprzedniej krytycznie nastawionej osobie. Zupełnie niezsynchronizowane z nimi są jednak wyniki finansowe (film już zarobił dziesięciokrotność swojego budżetu) oraz opinie "przeciętnych" widzów płci pięknej, beż żenady mówiących, że im się podobało. Najwyraźniej nie dostały na czas notatki ostrzegającej, że publiczne przyznawanie się do tego jest obciachem. Albo mają zwyczajnie w nosie histeryków, którzy już ogłosili, że gigantyczny sukces filmu dowodzi o ostatecznym upadku gustu widowni masowej. I słusznie, że mają w nosie, bo film jest co najwyżej koronnym dowodem na potęgę marketingu oraz przykładem idealnego wstrzelenia się z datą premiery kinowej.

poniedziałek, 9 marca 2015

It follows (Coś za mną chodzi) - recenzja


Moje największe przeoczenie zeszłorocznej edycji festiwalu w Cannes. Nie wyłapałem w porę, że wyświetlano go już drugiego dnia, w początkowo - głupio - ignorowanym przeze mnie The International Critics' Week egzystującym obok oficjalnego festiwalu. Szybko tego pożałowałem, bo film zbierał rewelacyjne opinie, a na premierę kinową musiałem czekać później ponad pół roku. Z niemałymi oczekiwaniami zasiadałem więc na sali kinowej. To rzadko kończy się dobrze...