poniedziałek, 4 listopada 2013

Celeste and Jesse Forever (Celeste i Jesse - Na zawsze razem) - recenzja


Zauważam w ostatnich latach pewien trend. Nową rasę młodych aktorek. Zosie-samosie. Kiedy zaczynają odczuwać znużenie kolejnymi podobnymi propozycjami aktorskimi, albo przeciwnie, nie otrzymują żadnych, zakasują rękawy, łapią za klawiatury i same je sobie piszą. Tak było w zeszłym roku z bardzo fajnym (choć nieco słabującym w ostatnim akcie), niesztampowym i porywająco świeżym filmem „Ruby Sparks” napisanym przez Zoe Kazan. Tak od kilku lat czyni też Brit Marling, o której niezbyt udanym „The East” pisałem kilka miesięcy temu. Ale dopiero Rashida Jones zdołała napisać - do spółki z Willem McCormackiem - scenariusz, który nie dość, że zachwyca, to jeszcze pozbawiony jest większych błędów i trzyma wysoki poziom od początku do końca. Rashida wygrała starcie z koleżankami nokautem, bo postawiła na historię prostą, nieprzekombinowaną, ot, taką zwyczajnie życiową.

sobota, 12 października 2013

Filth - recenzja


Pierwszy stycznia 2011. James McAvoy budzi się po sylwestrowej imprezie. Zastanawia się przez chwilę, czy tylko sobie to ubzdurał, czy też rzeczywiście ostatniej nocy Michael Fassbender próbował przyklejać metalowe sztućce do przyrodzenia. Ignoruje tę myśl, sięga po notatnik i zaczyna spisywać noworoczne postanowienia. Lista jest krótka. W zasadzie tylko jedna pozycja: „No more Mr. Nice Guy”. To samo wpisuje w noworocznej wiadomości tekstowej do swojego agenta. Koła zostają wprawione w ruch, sznurki pociągnięte, sok grejpfrutowy wypity i nieco ponad 700 deszczowych dni w Szkocji później – plony zebrane. W 2013 aktor dokonuje szarży na duże ekrany jako niegrzeczny chłopiec, atakuje z przytupem, trzykrotnie.

niedziela, 6 października 2013

ISOBAR, czyli o tym jak przez 25 lat pracowano nad plagiatem "Obcego".

W roku 1987 Carolco Pictures zakupiło prawa do futurystycznego horroru w konwencji science fiction. Historia napisana przez przyszłego scenarzystę „Podziemnego kręgu”, Jima Uhlsa, bezczelnie kopiowała pomysły z dwóch filmów: „Obcy – Ósmy pasażer Nostromo” oraz „Obcy – decydujące starcie” (dla wygody w dalszej części tekstu będę używał bardziej poręcznych angielskich tytułów: „Alien” i „Aliens”). Sam autor reklamując scenariusz potencjalnym klientom opisywał go jako „Obcego w pociągu”. Fabuła nie należała do specjalnie wyszukanych. W superszybkiej kolei metra uwolniona zostaje genetycznie zmodyfikowana forma życia. Humanoidalny stwór posiada mózg zaprojektowany do pełnienia roli twardego dysku, który zostanie wykorzystany przy projekcie sztucznej inteligencji. Akcję osadzono w bliskiej przyszłości w sparaliżowanym korkami Los Angeles. Uhls kreślił wizję stojących bez ruchu samochodów w ogłuszającej kakofonii klaksonów. Miało to być na tyle dużym problemem, że w dialogach nawet nawiązywano do niedawno wprowadzonego w tym okręgu prawa zakazującego trąbienia. „Super-metro” jest więc w tym świecie jedynym sensownym środkiem transportu.

sobota, 5 października 2013

Prisoners (Labirynt) - recenzja


Czasem człowieka potrafi zmrozić, gdy połączy ze sobą fakty i uzmysłowi sobie jak niewiele dzieliło od tragedii. Na ten przykład, kinową premierę miał właśnie „Labirynt”. Angielskojęzyczny debiut reżysera Denisa Villeneuve’a, autora nominowanego do Oscara „Pogorzeliska”. Scenariusz do niego napisał Aaron Guzikowski, mający dotąd na koncie tylko przeciętną „Kontrabandę” z zeszłego roku, w której to wystąpił Mark Wahlberg. Marky Mark jest producentem wykonawczym „Labiryntu”. Gdy przyjrzeć się fabule i dodać dwa do dwóch, to nietrudno sobie wyobrazić, że aktor mógłby zapragnąć wystąpienia w filmie. Mroczny thriller psychologiczny jest terenem, w który ostatnio coraz chętniej się zapuszcza. Zazwyczaj z mizernym skutkiem. Całe szczęście, że pozostał po drugiej stronie kamery i pozwolił ludziom bardziej uzdolnionym wykazać się na planie.

wtorek, 1 października 2013

Insidious: Chapter 2 (Naznaczony: rozdział 2) - recenzja


Sugerowało to już zakończenie pierwszego „Naznaczonego”. Czarną wizję zdawało się potwierdzać dodanie „rozdziału drugiego” w podtytule sequela. Wciąż jednak miałem nadzieję, że się mylę. Niestety nie. Koszmar powrócił. James Wan znowu rozpoczął wypuszczanie do kin w krótkich odstępach czasu kolejnych kilkudziesięciominutowych odcinków niezbyt udanej historii. Zdarzyło się to już wcześniej przy okazji serii „Piła”. Zaczęło się od całkiem niezłej pierwszej części, którą wyreżyserował. Film okazał się dużym sukcesem i nikogo nie zdziwiło powstanie sequela, którego Wan już tylko napisał. Finał ewidentnie zapowiadał kolejną odsłonę, co stało się normą w wypuszczanych corocznie kolejnych „odcinkach” krwawego kinowego serialu, nad którym czuwał pieczę jako producent. Nie wiem jak to się skończyło. Skapitulowałem w okolicach piątej części, nie mając już sił na dalsze oglądanie bezsensownej rzezi przeplatanej pretensjonalnym bełkotem Jigsawa. Trzeba jednak się cieszyć, że w końcu dobrnięto do jakiegoś finału (?), bo dochodziło później do absurdalnych sytuacji, gdy następne części były reżyserowane przez kolejno montażystę i scenografa poprzednich filmów.

czwartek, 26 września 2013

Breaking Bad - 14 klipów video, które warto obejrzeć.


Odliczanie trwa. Pozostało jeszcze tylko kilka dni do wielkiego finału. Dobiega końca jeden z najlepszych obecnie nadawanych seriali. Jeden z tych, które zdołały przez wszystkie sezony utrzymać wysoki poziom, a zdaniem zapewne niejednego fana - najlepsze co telewizja z siebie kiedykolwiek wypluła. Perspektywa świata, w którym nigdy więcej nie usłyszy się premierowo „previously on AMC’s Breaking Bad” jest dość zasmucająca. Rozum jednak podpowiada, że tak musi być, nic co dobre nie może trwać wiecznie (fani serialu South Park mają prawo się nie zgodzić). Żeby więc odegnać nieco smutki, zrobiłem małe zestawienie najciekawszych/najzabawniejszych filmików związanych z serialem. Enjoy.

wtorek, 24 września 2013

Historie Nie(d)opowiedziane: Development Hell, czyli pięć etapów masakrowania scenariusza w Hollywood

Przeglądając posty na forach filmowych, komentarze na serwisach poświęconych tejże tematyce, albo po prostu czytając profesjonalne/amatorskie recenzje, trafiam czasem na pytania takie jak: „jakim cudem tylu scenarzystów siedziało nad jednym tak słabym filmem?”; „dlaczego jego realizacja zajęła tyle czasu?”; „dlaczego ta ekranizacja tak niewiele ma wspólnego z literackim oryginałem?”; etc. Od dawna poszukuję odpowiedzi na powyższe pytania. Niezbyt chętnie poruszanych publicznie opowieści o tym, co się stało, że scenariusz Z nie przypomina wyjściowego scenariusza A i jak wyglądała jego ewolucja poprzez kolejne wersje, czyli scenariusze F, M, L itd. Wiedzy tej najczęściej próżno szukać w materiałach dodatkowych zamieszczanych na płytach DVD. Tam zazwyczaj słodzi się tylko autorom finalnych wersji, nie wspomina się o „trupach” w szafie, towarzyszach porzuconych na polu realizacyjnej bitwy. Informacji o nich trzeba szukać już w książkach napisanych przez pasjonatów, nielicznych artykułach prasowych, no i rzecz jasna w sieci.


piątek, 20 września 2013

Rush (Wyścig) - recenzja


Najlepszy film o wyścigach samochodowych od czasu… „Szybkiego jak błyskawica”? Tak jest, z niemałym zaskoczeniem odkryłem, że stunningowane potwory, którymi wozi się Vin Diesel i spółka, mogą dzielić i rządzić w box officie, ale przyziemne, realistyczne podejście do tematu, nigdy jakoś specjalnie nie zainteresowało Hollywood. Nie wiem, może się mylę, ale oprócz zbierającego bardzo niskie noty „Wyścigu” (2001) napisanego przez Sylvestra Stallone i wspomnianego wyżej filmu Tony’ego Scotta z roku 1990, który również nie został specjalnie ciepło przyjęty, nie kojarzę żadnego innego wartego uwagi tytułu. Sytuację ratuje nieco świetny „Senna” z 2010, no ale to film dokumentalny, więc się nie liczy. Najwyraźniej potrzeba było po prostu kogoś pokroju Rona Howarda, specjalisty od wyszukiwania interesujących autentycznych historii, a następnie przekuwania ich w trzymające za serce (a czasem za coś innego) fabuły filmowe.

wtorek, 10 września 2013

About Time (Czas na miłość) - recenzja


Richard Curtis, król komedii romantycznych, powraca do gry. Powraca niby z typowym dla niego materiałem, ale szybko okazuje się, że nie o romantyczne uniesienia chodziło tym razem. Sugeruje to już pomysł wyjściowy, czyli możliwość podróżowania w czasie i przeżywania na nowo tego co już było. Nie jest to jednak bynajmniej typowy film o problemach wiążących się z manipulowaniem czasem. Paradoksy czasowe, kontinuum czasoprzestrzenne i efekt motyla nie zaprzątają rudej głowy głównego bohatera. Za bardzo jest pochłonięty podrywaniem dziewczyn. Cel niby banalny, ale jakże oczywisty, mając na uwadze osobę reżysera.

wtorek, 3 września 2013

The Grey (Przetrwanie) - recenzja


Najpozytywniejsze kinowe zaskoczenie zeszłego roku. Spodziewałem się głupawej historii. Otrzymałem coś skrajnie innego. Wszystkiemu winien zwiastun, który zdawał się zapowiadać radośnie przegięte kino survivalowe, z Neesonem ruszającym na wilki niczym Wolverine (ze sklejonymi taśmą, rozbitymi miniaturowymi buteleczkami między palcami), w następnym ujęciu zapewne kopiąc dzikie zwierzęta z półobrotu. Oczywiście nie bez znaczenia (w kwestii nastawienia przed seansem) była osoba irlandzkiego aktora, który w wieku emerytalnym odkrył powołanie w kinie akcji, stając się synonimem krzepkiego dziadka, który dzięki hardości ducha i życiowemu doświadczeniu (w domyśle zapewne w kopaniu tyłków), potrafi wyjść cało z najgorszej sytuacji. Wydawało się więc rzeczą oczywistą, że „Przetrwanie” korzysta z tego świeżego mitu, oferując tytuł do ironicznych seansów z przymrużeniem oka. Liam Neeson vs. Wilki. I wszystko jasne. Niczego więcej nie trzeba dodawać. Prawda…?