wtorek, 30 grudnia 2014

Unbroken (Niezłomny) - recenzja


To zadziwiające jak często niebanalne życiowe historie po przepuszczeniu przez hollywoodzkie tryby zostają przemielone i wydalone w postaci kolejnej banalnej biografii. Niesamowita historia Louisa Zamperini wydaje się mieć wszystko co potrzebne, żeby zaciekawić odbiorcę. Amerykanin uczestniczył w olimpiadzie zorganizowanej w faszystowskich Niemczech, był bombardierem latającym nad terenem Japonii, rozbił się na środku oceanu i dryfował bez jedzenia oraz picia przez 47 dni, jednego z atakujących go rekinów "poczęstował" pięścią, a później resztę wojny spędził w japońskim obozie jenieckim, gdzie okrutnie się nad nim znęcano.

wtorek, 23 grudnia 2014

The Hobbit: The Battle of the Five Armies (Hobbit: Bitwa Pięciu Armii) - recenzja


Kolejny rok dobiega końca, kolejne święta przed nami, kolejna odsłona "Hobbita" w kinach, kolejny raz ten sam problem z oceną filmu. Chociaż nie, problem odrobinę ewoluował. O ile pierwsza odsłona broniła się zauważalną miłością reżysera do materiału źródłowego, a druga część rozbudowywała w ciekawy sposób filmową tolkienowską rzeczywistość, tak nic już nie broni decyzji o rozwleczeniu finałowej książkowej bitwy do formy ponad dwugodzinnego filmu. No niestety, jest to zrobione na siłę i Peter Jackson nie zdołał tego zatuszować.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Get on Up - recenzja


To będzie interesujący sezon nagród filmowych. Przynajmniej w kategoriach aktorskich. Wyścig po Oscara się jeszcze nie zaczął, "przeciętny" obserwator nie wszystkich faworytów miał już okazję poznać (wyśmienity Steve Carell w "Foxcatcher"), o innych zapewne usłyszy dopiero po ogłoszeniu nominacji (wybitny Timothy Spall w "Mr. Turner"), kilka innych nazwisk może nas jeszcze zaskoczyć, ale już znam przynajmniej kilku aktorów, którzy zasługują na statuetkę. Właśnie odkryłem kolejnego. Chadwick Boseman, zapamiętajcie sobie to nazwisko, w najbliższych latach będzie o nim głośno.

wtorek, 4 listopada 2014

'71 - recenzja


Belfast z początku lat 70. był praktycznie strefą wojny, miejscem rozerwanym konfliktem pomiędzy katolikami i protestantami. Ulice miasta wielokrotnie spływały krwią, odgłos wystrzału nikogo nie dziwił, podobnie jak i widok "rozkwitającego" ognistego kwiatu z rozbitego koktajlu mołotowa oraz kolejnych eksplozji ładunków wybuchowych (składanych chałupniczo w piwnicach, domach i na zapleczach pubów). Osobie z zewnątrz ciężko byłoby się w całej sytuacji odnaleźć, bo konflikt miał źródła sięgające kilkuset lat wstecz i posiadał wiele oblicz. Nie mniej istotnym od religijnego był przecież ten polityczny, bo wszystko rozbijało się o nastawienie do Brytyjczyków. Generalnie nikt za nimi nie przepadał, ciężko kochać obcych urzędujących na nie swoim podwórku, ale już odbiór ich obecności (i wpływów) w Irlandii był różny. Jedni uważali ich za okupantów, których należy siłą usunąć z kraju, inni za przyjaciół (a raczej przydatnych znajomych) i nawoływali do życia z nimi w symbiozie. W środek tego historyczno-polityczno-religijnego bałaganu zostaje rzucony widz, który obserwuje osobę spełniającą wszelkie kryteria do zostania najbardziej znienawidzoną (i pechową) personą w mieście - młodego, samotnego brytyjskiego żołnierza, zagubionego w Belfaście, rannego, pozbawionego uzbrojenia, przerażonego, nie wiedzącego komu może zaufać.

niedziela, 2 listopada 2014

Nightcrawler (Wolny strzelec) - recenzja


Gdybyśmy żyli na sprawiedliwym świecie, to ten film zyskałby dużo rozgłosu w nadchodzącym sezonie nagród filmowych, a Jake Gyllenhall zgarnąłby przynajmniej kilka nominacji aktorskich w kategoriach pierwszoplanowych. Niestety jest bardziej prawdopodobne, że "Wolny strzelec" zbierze bogatą kolekcję pozytywnych recenzji ale pozostanie raczej niezauważony przez różne nagradzające gremia. Tym ważniejsze jest więc nagłaśnianie tego intrygującego tytułu.

piątek, 24 października 2014

Turtle Power: The definitive history of the Teenage Mutant Ninja Turtles - recenzja


Jak widać nie bawiono się tutaj w niedomówienia, tytuł dokumentu mówi o nim w zasadzie wszystko co musimy wiedzieć. Niedawno w kinach gościliśmy Turtlesów w odświeżonej formie, z wyjątkiem okazjonalnych kilkusekundowych kadrów, ignoruje się jednak tutaj istnienie tegorocznego filmu (podobnie zresztą potraktowano animowany komputerowo film z roku 2007). Intencją twórców było raczej przybliżenie początków trzydziestoletniej (!) historii popkulturowego fenomenu, który zrodził się jako żartobliwy niezależny komiks naigrywający się z głupotek mainstreamowych historii superbohaterskich, szybko jednak podbił serca komiksiarzy, a następnie młodocianej klienteli rynku zabawek, zdominował ramówkę telewizyjną (w USA animowany serial emitowano przez siedem dni w tygodniu) oraz ekrany kin. Chyba każdy chłopiec dorastający w latach 90. zaliczył fascynację Wojowniczymi Żółwiami Ninja, był to fenomen, który w zatrważającym tempie rozprzestrzenił się po całym globie.

niedziela, 5 października 2014

Gone Girl (Zaginiona dziewczyna) - recenzja


Próba zrecenzowania nowego filmu Davida Fichera bez zapuszczania się na grząski teren spoilerów fabularnych jest zadaniem trudnym. O przewrotkach fabularnych nie chcę za wiele pisać, żeby nikomu nie psuć seansu, ale tym samym znacząco muszę ograniczyć przepływ myśli i emocji jakie wywołuje bogata w treść fabuła. Bo twisty niejako definiują "Zaginioną dziewczynę", nie robią tego jednak dla czystego efektu zaskoczenia odbiorcy, nie mają na celu przedstawieniu historii w zaskakująco nowym kontekście, jak w "Podziemnym kręgu", czy też zaszokować bezceremonialną dobitnością postawienia kropki nad i jaką osiągnięto dzięki zawartości pudełka w "Siedem".

piątek, 19 września 2014

Pearl Harbor - recenzja


Film, od którego tak w zasadzie nazwisko Michaela Bay'a zaczęło się kojarzyć ze wszystkim co najgorsze we współczesnych blockbusterach ("Armageddon" można było jeszcze uznać za pojedynczą wpadkę). Powtórzony po 13 latach (!) okazuje się być... całkiem niezłym filmem. To dość smutne podsumowanie poziomu wysokobudżetowego kina ostatnich lat, ale jeżeli chodzi o poziom zainteresowania historią, zaangażowania emocjonalnego i zachwytu walorami technicznymi, to w swoich najlepszych momentach film Bay'a bije na głowę przerażającą ilość przebojów kinowych z ostatnich lat. Scena nalotu na Pearl Harbor to mała perełka, znakomita technicznie, zachwycająca wizualnie i choreograficznie. Kamera śledząca lot zrzuconej bomby, samoloty pikujące pomiędzy okrętami, a nawet zwykłe wybuchy, to wszystko, na co zazwyczaj spoglądam już w kinie ze znużeniem, tutaj autentycznie zachwyca, bo zrobione jest czytelnie, starannie, z sercem, nie tylko nie jest odbite od zużytego do bólu wzorca, ale wręcz wyznaczające standardy na przyszłe lata. Miód.

poniedziałek, 15 września 2014

The Guest - recenzja


David to sympatyczny młody człowiek. Po zwolnieniu ze służby od razu udaje się w odwiedziny do rodziny tragicznie zmarłego kolegi z wojska. Nienagannymi manierami, urokiem osobistym i imponującą pewnością siebie, szybko wkrada się w łaski domowników. Oferuje otuchę pogrążonej w żałobie kobiecie, zapewnia towarzystwo do kielicha dla jej męża, staje się idolem ich młodszego syna, któremu pomaga rozprawić się z prześladującymi go szkolnymi chuliganami, a córce zapewnia towarzystwo w nocnych eskapadach oraz przyprawia o rumieniec paradowaniem z odsłoniętym torsem i prężeniem nienagannej muskulatury. David jest więc wymarzonym gościem, pomaga uporządkować życie rodzinne, wyprowadza pogrążonych w żałobie i zagubionych życiowo domowników na prostą drogę, jest kumplem, wsparciem, mentorem, ostoją, zimnokrwistym psychopatycznym mordercą. Wait, what...?

środa, 3 września 2014

Sin City: A dame to kill for (Sin City 2: Damulka warta grzechu) - recenzja


Od premiery filmu "Sin City" minęło już prawie dziesięć lat. Plotki o rychłej realizacji kontynuacji pojawiały się regularnie od przynajmniej ośmiu lat. Problemy z budżetem, innymi zobowiązaniami zawodowymi Rodrigueza oraz trudność zebrania w tym samym czasie na planie filmowym gwiazdorskiej obsady z poprzedniego filmu, wstrzymywały jednak ciągle pracę nad sequelem. Mogłoby się więc wydawać, że tyle czasu powinno wystarczyć na dopracowanie przynajmniej fabuły filmu. Otóż nie. "Sin City 2: Damulka warta grzechu" sprawia wrażenie kontynuacji skleconej w dużym pośpiechu na kolanie.