niedziela, 2 października 2016

The Girl with All the Gifts - recenzja


Ktoś zamawiał ekranizację „The Last of Us”? Proszę bardzo. Epidemia zombie? Jest. Przyczyna zarazy związana z grzybami? Jest. Przenoszenie choroby przez ugryzienie, ale i również zarodniki unoszące się w powietrzu? Jest. Zarażona dziewczynka, która może ocalić ludzkość? Jest. Wędrówki przez opustoszałe miasta, które zaczyna już porastać roślinność? Jest. Ludzie walczący między sobą o surowce? Je… a nie, przepraszam, tego nie ma. A więc zupełnie nie jak w „The Last of Us”!

niedziela, 25 września 2016

The Abyss (Otchłań) - sześć miesięcy w podwodnym piekle


Powiedzieć, że James Cameron jest reżyser niełatwym we współpracy byłoby oznaką dobrej woli. Gdy kręcił „Avatara”, przybijał do ściany wszystkie telefony komórkowe, które nie zostały wyciszone i zadzwoniły na planie zdjęciowym. Kate Winslet powiedziała, że nigdy więcej nie będzie z nim pracować (po tym, co przeżyła na planie „Titanica”). Linda Hamilton, jego czwarta ex-żona, stwierdziła, że jest despotycznym dupkiem na planie i w domu. Gdy kręci film wszystko musi być idealne i dokładnie po jego myśli, nie ma mowy o kompromisach. Jeżeli więc taki gość mówi, że „Otchłań” była najbardziej wyczerpującym i skomplikowanym w realizacji filmem jaki nakręcił, to już wiesz, co to oznacza. W skrócie: sześciomiesięczny plan zdjęciowy, wypełniony sześciodniowymi tygodniami, a każdy trwający ok. 70 godzin spędzonych na realizacji filmu w zupełnym odosobnieniu.

sobota, 24 września 2016

South Park - o postaci Chefa, scjentologach i pewnej szafie


Tydzień temu rozpoczął się kolejny sezon „South Park”. Już dwudziesty! Aż ciężko uwierzyć, że to już tyle lat jest na antenie. Jeszcze ciężej w to, że wciąż nie odczuwam znużenia formułą i kolejne sezony łykam z równą przyjemnością co 5, 10 i 15 lat temu. Panowie Parker i Stone są niezmiennie zabawni, błyskotliwi i cholernie bezczelni. Dwa pierwsze odcinki nowego sezonu trzymają wysoki poziom. Szacun.

niedziela, 11 września 2016

Argo - czyli o tym, jak George Lucas ocalił życie amerykańskich dyplomatów


Ogromny sukces finansowy „Gwiezdnych Wojen” zaskoczył wszystkich, łącznie z Lucasem, który obawiał się, że film nie utrzyma się długo na ekranach kin i okaże się rozczarowaniem frekwencyjnym. Krótka wizyta na planie zdjęciowym „Bliskich spotkań trzeciego stopnia” Spielberga, które powstawały w tym samym czasie, jedynie pogorszyła sytuację. George poczuł się zdruzgotany, gdy zobaczył imponujące scenografie, zrealizowane za budżet dwukrotnie wyższy od tego, którym sam dysponował. Znajdował się już wtedy na skraju załamania nerwowego, był wychodzony, blady, zmęczony i ochrypły. Realizacja filmu nie była łatwa, bo brytyjska ekipa (większość materiału powstała w Anglii) nie szanowała go i wielokrotnie dawała temu wyraz. Miał wiele problemów związanych z wykonaniem efektów specjalnych i pracą kamery, a do tego końcowy efekt mocno go rozczarował, bo miał wrażenie, że zrobił produkcję tylko dla małych dzieci.

piątek, 9 września 2016

niedziela, 4 września 2016

Bolaji Badejo - człowiek, który został Xenomorphem


Przygotowując się do realizacji pierwszego „Aliena” jednym z problemów do rozwiązania była postać krwiożerczej kreatury, a konkretnie tego, kogo się wsadzi w kostium. Projekt H.R.Gigera wymagał osoby bardzo wysokiej, a zarazem szczupłej. Rozważano różne modelki, rodzinę akrobatów, a nawet Petera Mayhewa, czyli Chewbaccę. Znaleźli w końcu kaskadera, który wydawał się być wystarczająco chudy, ale po włożeniu na siebie stroju i tak wyglądał jak ludzik Michelina. W pewnej chwili Giger zamierzał już nawet machnąć ręką na pierwotny projekt i wsadzić w kostium Veronicę Cartwright, która wcieliła się w postać Lambert. Szczęśliwie dla produkcji, Peter Archer - odpowiedzialny za casting - pewnego dnia wpadł w londyńskim pubie na Nigeryjczyka mierzącego 210 centymetrów. Bolaji Badejo studiował w Anglii projektowanie grafiki, propozycja Archera zaskoczyła go nieco, ale ochoczo podjął się roli kosmity. Spadł filmowcom z nieba, bo jego nienaturalnie długie kończyny, mała głowa oraz bardzo chuda sylwetka były idealne do roli Xenomorpha.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Atonement (Pokuta) - historia długiego ujęcia


Chyba każdy kinoman uwielbia długie ujęcia. Oczywiście nie mówię tutaj o dziesięciominutowym zbliżeniu na reklamówkę z Biedronki unoszącą się majestatycznie na wietrze w Sochaczewie. Mówię o tych wszystkich filmach, gdzie ekipa zaszalała i zmajstrowała skomplikowaną sekwencję bez uciekania się do cięć montażowych. Jednym z filmów, które wymienia się w pierwszej kolejności, gdy rozmowa schodzi na temat długich ujęć, jest scena na plaży w Dunkierce z filmu „Pokuta”. Zabawne więc, że pomysł na zrealizowanie kilkuminutowej sceny na jednym ujęciu wynikł nie tyle z chęci popisania się filmowym kunsztem, co po prostu z potrzeby.

sobota, 13 sierpnia 2016

Nerve - recenzja


Największe kinowe zaskoczenie tego lata. Nie miałem wobec tego filmu żadnych oczekiwań, prawdę mówiąc to przełknął przez mój „radar” praktycznie niezauważony. Jakiś czas temu trafiłem w kinie na zwiastun. Pomyślałem, że zapowiada się na dość przyjemnego przeciętniaka o fajnym pomyśle wyjściowym i natychmiast o nim zapomniałem. Od pewnego czasu „potykałem się” też o plakat, który nie zapowiadał niczego, bo wyglądał na pozbawioną pazura wizualną kopię ostatnich filmów Nicolasa W. Refna. Skojarzenie z Refnem nie było zupełnie błędne, ale jeszcze do tego wrócę. Do kina wybrałem się dość przypadkiem, bo w ostatniej chwili skojarzyłem tytuł ze wspomnianym zwiastunem i postanowiłem dać szansę. Dobrze zrobiłem.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Suicide Squad (Legion samobójców) - recenzja


Przykro patrzeć jakie straszne baty od krytyków - i wielu widzów - zbiera nowy film Davida Ayera. Od dawna pokładałem w nim nadzieję, że okaże się fajnym letnim blockbusterem w komiksowym sosie, który zrzuci „klątwę” wiszącą nad filmowym uniwersum DC. Pierwsza fala krytycznych opinii sugerowała coś innego i internauci długo nie czekając, zaczęli wieszać psy na filmie i studiu Warner, nie czekając nawet z rozpoczęciem lawiny drwin i złośliwości na zobaczenie filmu. Niesłusznie, bo jest to tytuł, o którym po latach będzie się mówiło: „wcale nie taki znowu zły...”

środa, 3 sierpnia 2016

Suicide Squad (Legion samobójców) - co poszło nie tak?


Zasmucony patrzę na pierwsze - w większości negatywne - recenzje „Suicide Squad”. Nie spodziewałem się drugiego „Deadpoola”, ale jednak miałem nadzieję, że to będzie fajne i przyjemne w kontakcie wakacyjne patrzydło do obejrzenia bez uczucia żenady. I kto wie, może będzie, do kina wybieram się dopiero w weekend. Nawet jeżeli okaże się, że krytyka jest przesadzona (a widzę na Filmwebie, że Łukasz Muszyński wystawił 2/10, czyli jest ostro) to nie zmieni to faktu, że kolejny film DC powszechnie zebrał baty i zapewne wkrótce stanie się kolejnym obiektem złośliwych żartów.