"Pięćdziesiąt twarzy Greya" wywołało przedziwną histerię. Od kilku tygodni krytycy, blogerzy i zwykli kinomaniacy licytują się na zgryźliwe komentarze oraz złośliwe recenzje opatrzone ekstremalnie niskimi notami. Film jest znienawidzony przez wszystkich, a każdy chce do tego udowodnić, że nie podobał mu się jeszcze bardziej jak poprzedniej krytycznie nastawionej osobie. Zupełnie niezsynchronizowane z nimi są jednak wyniki finansowe (film już zarobił dziesięciokrotność swojego budżetu) oraz opinie "przeciętnych" widzów płci pięknej, beż żenady mówiących, że im się podobało. Najwyraźniej nie dostały na czas notatki ostrzegającej, że publiczne przyznawanie się do tego jest obciachem. Albo mają zwyczajnie w nosie histeryków, którzy już ogłosili, że gigantyczny sukces filmu dowodzi o ostatecznym upadku gustu widowni masowej. I słusznie, że mają w nosie, bo film jest co najwyżej koronnym dowodem na potęgę marketingu oraz przykładem idealnego wstrzelenia się z datą premiery kinowej.
niedziela, 15 marca 2015
poniedziałek, 9 marca 2015
It follows (Coś za mną chodzi) - recenzja
Moje największe przeoczenie zeszłorocznej edycji festiwalu w Cannes. Nie wyłapałem w porę, że wyświetlano go już drugiego dnia, w początkowo - głupio - ignorowanym przeze mnie The International Critics' Week egzystującym obok oficjalnego festiwalu. Szybko tego pożałowałem, bo film zbierał rewelacyjne opinie, a na premierę kinową musiałem czekać później ponad pół roku. Z niemałymi oczekiwaniami zasiadałem więc na sali kinowej. To rzadko kończy się dobrze...
poniedziałek, 16 lutego 2015
Blood Ties (Więzy krwi) - recenzja
Wszyscy znacie tę historię, widzieliście ją w kinie wiele razy. Dwóch braci reprezentujących przeciwne strony prawa, tłumiony od lat konflikt, który w końcu musi wybuchnąć im w twarz, wieczne balansowanie pomiędzy poczuciem obowiązku, a braterską miłością. Praktyczny samograj, zwłaszcza, gdy sięgnie po niego przyzwoity reżyser, a w głównych rolach obsadzi utalentowanych aktorów.
niedziela, 8 lutego 2015
Ex Machina - recenzja
Po spojrzeniu w filmografię Alexa Garlanda otrzymujemy obraz scenarzysty interesującego, poszukującego ciekawych idei, nie zawsze bezbłędnego, ale za to zawsze intrygującego i do tego rozkochanego w science-fiction. Nie dziwi więc, że to sci-fi wybrał jako gatunek, w którym debiutuje w nowej roli - reżysera. Po zobaczeniu "Ex Machina" życzyłbym sobie, żeby już nigdy więcej nikt inny nie zabierał się za realizację jego scenariuszy.
poniedziałek, 2 lutego 2015
Kingsman: The Secret Service (Kingsman: Tajne służby) - recenzja
Dokładnie taki rodzaj filmu, jakiego można byłoby się spodziewać po duecie Millar-Vaughn. Dla przypomnienia, Mark Millar to błyskotliwy scenarzysta komiksowy, odpowiedzialny m.in. za wywrócenie do góry nogami schematu fabularnego "od zera do bohatera" (Wanted, o którym swego czasu napisałem tekst) oraz zabawieniu się formułą komiksu superbohaterskiego ("Kick-Ass"). Matthew Vaughn jest natomiast niepokornym brytyjskim reżyserem specjalizującym się w kinie gangsterskim, przenoszeniu na duży ekran komiksów oraz narażaniu się grubym szychom z Hollywood. Vaughn od zawsze marzył o zrobieniu klasycznego filmu o Bondzie, próbował nawet załapać się na stanowisko reżysera "Casino Royale", ale okazję wyrażenia miłości do szpiegowskiego kina akcji miał dotąd jedynie przy okazji realizacji niektórych scen z młodym Magneto w "X-men: Pierwsza klasa". Jego kolega podarował mu więc nielichy prezent tworząc komiks "The Secret Service".
niedziela, 25 stycznia 2015
The Skeleton Twins (Między nami bliźniętami) - recenzja
Obsadzenie w głównych rolach Billa Hadera i Kristen Wiig jest zarazem największym przekleństwem, jak i błogosławieństwem filmu. Przekleństwem, bo zatrudnienie duetu znanego ze wspólnych wygłupów w Saturday Night Live składa odbiorcy obietnicę określonego rodzaju filmu, której nie spełnia. Błogosławieństwem, bo to... Bill Hader i Kristen Wiig. Oboje są znakomitymi komikami, ale jak się okazuje, niemniej utalentowanymi aktorami dramatycznymi, a ich wieloletnia przyjaźń i zauważalna radość z przebywania w swoim towarzystwie idealnie przekładają się na relacje ich postaci - rodzeństwa, które po latach rozłąki odnawia kontakt.
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Wild (Dzika droga) - recenzja
Jeśli wierzyć teorii, że ton filmu nadają pierwsze minuty i zapowiadają, czego możemy się spodziewać podczas dalszego seansu, to "Dzika droga" byłaby filmem o klimacie ciężkim jak tyłek Kim Kardashian. Główną bohaterkę poznajemy w bardzo nieciekawych okolicznościach. Wyczerpana, obolała i posiniaczona, pada ciężko na ziemię, żeby zdjąć obuwie. Odsłania to przed widzem obraz nędzy i rozpaczy: zmaltretowane, brudne i zakrwawione stopy, a na jednej z nich urwany paznokieć na dużym palcu. Paznokieć, który bohaterka musi wyrwać do końca, ku utrapieniu widzów, nerwowo wiercących się w fotelach kinowych, syczących, jęczących i odwracających wzrok od ekranu. Ale nie ma lekko, paznokieć sam się nie wyrwie...
sobota, 17 stycznia 2015
Historie Nie(d)opowiedziane: Total Recall 2, czyli dlaczego Paul Verhoeven nie nakręcił kontynuacji.
Hollywood z początku lat 90. znacząco różniło się od tego współczesnego. Pieniądze oczywiście od zawsze rządziły tym miejscem, ale pod wieloma względami zmieniło się podejście do sposobu pozyskiwania ich. W dzisiejszych czasach duży sukces finansowy „Pamięci absolutnej” (do tego z gwiazdą formatu Arnolda Schwarzeneggera) gwarantowałby podjęcie przynajmniej rozmów o ewentualnej realizacji sequela. Dwie dekady temu nikt nie wyraził nawet najmniejszego zainteresowania deklarowaną przez scenarzystów Shusetta i Goldmana chęcią do pracy nad kontynuacją. Sequele były wtedy uznawane za komercyjne upodlenie, którego unikał każdy szanujący się artysta. Takie podejście zrewidowano dopiero po ogromnym sukcesie filmów „Obcy – decydujące starcie” i „Terminator 2: Dzień Sądu”. Przeciwnicy współczesnego kina rozrywkowego mają więc jeszcze jeden powód do nienawidzenia Jamesa Camerona.
czwartek, 15 stycznia 2015
Timbuktu - recenzja
Film, który ma szansę zmienić podejście osób negatywnie nastawionych do muzułmanów i ich religii. Oczywiście tych obdarzonych otwartym umysłem i odrobiną dobrej woli. Reżyser, Abderrahmane Sissako, opowiada o małej afrykańskiej mieścinie, tytułowym Timbuktu, terroryzowanej przez religijnych fanatyków. Grupa mężczyzn w imię wiary narzuca miejscowej ludności swoją wolę. Uzbrojone oddziały patrolują okolicę tępiąc wszelkie oznaki nieposłuszeństwa i nieobyczajnego zachowania. Cała sytuacja sięga granic absurdu, gdy kobietom nakazuje się noszenia czarnych rękawiczek nawet przy wykonywaniu prac fizycznych, a ofiarą zakazu słuchania muzyki pada grupa młodych ludzi sławiących pieśnią imię Pana. Ciemiężonym nie jest bynajmniej do śmiechu, zwłaszcza, że z każdym kolejnym tygodniem ekstremiści czują się coraz pewniej i z większą śmiałością zaczynają egzekwować narzucone przez siebie prawa.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Birdman - recenzja
Recenzenci filmowi mają tendencję do podążania tą samą ścieżką interpretacyjną, powtarzania skojarzeń wymienionych już przez innych kolegów, nawiązywania (nie zawsze trafnego) do tych samych filmów oraz prześciganiu się w gromieniu i wychwalaniu podobnych elementów ocenianego tytułu. Czasem wynika to z umysłowego lenistwa, braku talentu albo strachu przed wyrażeniem odmiennego poglądu, a czasem pewne tropy interpretacyjne są zwyczajnie zbyt oczywiste, żeby je pominąć w tekście. Pozornym przypadkiem takiego filmu jest "Birdman" Alejandro G. Iñárritu.










